Czy niepodłączona ładowarka pobiera prąd? Czy podłączona ładowarka do sieci, ale nie podłączona do telefonu pobiera prąd z sieci energetycznej? Pobiera. Ile, to zależy jaka, ale jest to wartość w okolicach 0,5 mA. Czyli ok. 0,1 W -> 0,08 kWh/m-c, czyli koszt ok. 5 groszy. 1. Podłącz złącze kabla CEE 5pin do gniazda siłowego CEE 5pin. 2. Podłącz wtyczkę kabla Typ 2 do gniazda ładowania samochodu. 3. Kliknięcie wtyczki ładowarki będzie oznaczało, iż ładowarka jest odpowiednio podłączona i gotowa do ładowania. Czy ładowarka podłączona przez całą dobę zużywa prąd? czy też moment podłączenia smartfona do prądu. Zobacz Zestaw Samsung Galaxy S21 i ładowarka Samsung 10W pobierają mboczkal napisał: z tego co wiem na temat baterii to najlepiej jest nie trzymać cały czas na zasilaczu gdy osiągnie już 100 % naładowania. Są różne teorie na temat przechowywania baterii - ale kolega autor chciałby po naładowaniu akumulatora do 100% odłączać zasilacz i pracować na baterii - w ten sposób szybciej kolega wykończy ładowarka Xiaomi 67 W: pobór prądu po odłączeniu smartfona wynosi 0,1 W. Po 12 godzinach podłączenia mamy więc zużycie ok. 0,0012 kWh. Daje to 3 gr miesięcznie i 33 gr rocznie. Są jednak ładowarki, które zużywają więcej energii. Więc w ta sprawa, A ładowarka zdolne do zapewnienia prądu ładowania co najmniej Wzmacniacze 10 byłoby odpowiednie. Należy pamiętać, że czas ładowania może się różnić w zależności od stan baterii za opłatą i metoda ładowania używany. zyjZpbK. Porady Masz wrażenie, że bateria w Twoim smartfonie napełnia się coraz wolniej, a jednocześnie musisz ładować telefon o wiele częściej niż kiedyś? A może Twoje ładowarki regularnie wymagają wymiany, na przykład z powodu uszkodzonego kabla czy drastycznego spadku tempa ładowania? Najwyższy czas, abyś dowiedział się, czym są ładowarki indukcyjne!Możliwość ładowania telefonu przy użyciu ładowarki indukcyjnej jeszcze kilka lat temu była typową technologiczną nowinką. Każdy wiedział, że istnieje, jednak większość osób nadal ładowała telefon przy użyciu tradycyjnej ładowarki z kablem. Dzisiaj producenci smartfonów coraz częściej zachęcają nas do zakupu telefonu, który można ładować indukcyjnie. Za kilka lat prawdopodobnie będzie to standardem, a ładowarki z kablem przejdą do indukcyjna – jak to właściwie działa?Wbrew pozorom sposób działania ładowarki indukcyjnej wcale nie jest skomplikowany – choć bez wątpienia można traktować to jako kolejne osiągnięcie technologiczne. Ładowarka indukcyjna posiada specjalną powierzchnię ładującą, w której umieszczone są cewki, tworzące pole elektromagnetyczne. Również w smartfonie znajduje się taka cewka – o ile istnieje możliwość ładowania go indukcyjnie. Ładowarka musi zostać podłączona do źródła zasilania, na przykład do gniazda sieciowego, do portu USB czy do zapalniczki samochodowej. Kiedy umieścimy smartfon na powierzchni ładującej, bateria zacznie się napełniać dzięki zjawisku indukcji. Energia pozyskiwana jest z wytworzonego przez cewki pola elektromagnetycznego, a następnie przekształcana jest w prąd. Aby ładowanie indukcyjne przebiegało możliwie najbardziej efektywnie, zarówno ładowarka, jak i smartfon, powinny spełniać określone standardy. Obecnie najbardziej znanym standardem w zakresie ładowarek bezprzewodowych jest Standard Qi. Już w 2009 roku międzynarodowe konsorcjum technologiczne opracowało jego dokładną specyfikę. Najnowszy standard Qi posiada oznaczenie Qi i przewiduje zwiększenie górnej granicy mocy do 15W. Pozwala to na naładowanie baterii do 50% w 30 minut – oczywiście dokładny wynik ładowania jest zależny od konkretnego telefonu. Największe zalety ładowania bezprzewodowegoTaki widok może być przeszłością – ładowanie indukcyjne wprowadza ten proces w nowy wymiarBez wątpienia największą zaletą korzystania z ładowarki indukcyjnej jest możliwość całkowitej rezygnacji z kłopotliwych kabli. Wystarczy odłożyć telefon na powierzchni ładującej – bez podłączania kolejnego kabla. Kolejną zaletą jest to, że telefon możemy mieć zawsze pod ręką. Nie trzeba już podłączać go bezpośrednio do gniazdka sieciowego. A gdy zechcemy skorzystać z telefonu, nie musimy za każdym razem odłączać go od ładowarki. Wystarczy podnieść urządzenie, a kiedy zrobimy to, co chcieliśmy, odłożyć je z powrotem na powierzchni ładującej. Na co zwrócić uwagę przy wyborze ładowarki indukcyjnej?Wydawać by się mogło, że ładowarki indukcyjne nie różnią się pomiędzy sobą, więc można zdecydować się na zakup dowolnego modelu. Niestety, jest to mylne założenie. Przy zakupie należy zwrócić uwagę na kilka kwestii:liczba cewek – to kluczowy czynnik, mający wpływ na ładowanie telefonu. Im jest ich więcej, tym lepiej. Na rynku dostępne są modele nawet z pięcioma cewkami. Jeśli liczba cewek będzie większa, a do tego rozmieszczone będą po całej powierzchni ładującej, możliwe będzie odkładanie telefonu w dowolnym miejscu na powierzchni ładującej, materiał wykonania – im lepszej jakości będzie, tym mniejsze ryzyko, że powierzchnia ładująca będzie się przegrzewać. Oprócz tego ładowarka będzie bardziej trwała, co z pewnością jest istotnym czynnikiem dla osób, które chcą używać jej w wielu miejscach,natężenie ładowania – im wyższe, tym szybciej naładowana będzie bateria w smartfonie, dodatkowe funkcje, np. dioda LED, informująca o tym, czy telefon jest naładowany,rodzaj ładowarki – możemy dowolnie wybierać pomiędzy ładowarkami płaskimi, na których wystarczy położyć telefon i takimi, które mają formę podstawki. Te drugie sprawdzą się, jeśli często korzystamy z telefonu, ale nie chcemy przerywać ładowania. Umożliwiają także np. oglądanie filmu przy jednoczesnym ładowaniu, o ile dają możliwość ułożenia telefonu pionowo i poziomo. Na rynku dostępne są także uchwyty do samochodu, które są jednocześnie ładowarkami bezprzewodowymi. Czy każdy smartfon może być ładowany indukcyjnie?To bardzo ciekawa kwestia, z której niestety niewiele osób zdaje sobie sprawę. Obecnie wiele osób nadal posiada smartfony, które nie posiadają fabrycznej możliwości ładowania indukcyjnego. Czy to oznacza, że aby ładować telefon indukcyjnie, trzeba kupić bardziej nowoczesny smartfon? Oczywiście, że nie. Tak naprawdę wystarczy kupić specjalną wkładkę, dedykowaną dla danego telefonu, a następnie zamontować ją na pleckach urządzenia. W ten sposób zyskamy możliwość indukcyjnego ładowania każdego telefonu. Koszt wkładki indukcyjnej do telefonu to kilkadziesiąt złotych. Jeżeli więc ktoś jest zainteresowany możliwością indukcyjnego ładowania swojego smartfona, na przykład w samochodzie, to warto zainwestować w taki gadżet. Ładowarki indukcyjne – czy to się opłaca?Jeśli czujesz, że ładowanie telefonu po kablu zaczyna Cię denerwować i chciałbyś przejść na ładowanie indukcyjne, to możesz to zrobić właściwie w każdej chwili. Wystarczy zakup takiej ładowarki i odpowiednich plecków, jeśli Twój smartfon nie ma opcji ładowania indukcyjnego. Tego typu ładowarka jest nie tylko bardzo wygodna, ale – jeśli wybierzemy dobrej jakości model – może być także o wiele bardziej efektywna niż ładowarka sieciowa. Za kilka lat prawdopodobnie będzie to standardem, jednak – skoro mamy taką możliwość – warto zapewnić sobie wyjątkowy komfort ładowania już dzisiaj. Felietonistka serwisu PanWybierak aktywnie poszukująca odpowiedzi na to, „co”, „gdzie”, „jak” i „kiedy”. Pasjonatka technologii w każdym, najbardziej nietypowym wymiarze. Nieustannie zastanawia się nad tym, jakie nowe rozwiązania przyniesie przyszłość. Z zainteresowaniem śledzi rozwój sieci 5G w Polsce. Prywatnie: aktywna artykułyPorównaj najlepsze oferty operatorów oszczędź nawet 50%Pan Wybierak – bezpłatna porównywarka najlepszych ofert to porównywarka ofert dostawców Internetu, telewizji i telefonu. W jednym miejscu porównasz najlepsze oferty dostępne w Twoim budynku. Zamawiając na nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, ustalimy dla Ciebie dogodny i szybki termin bezpłatnej dostawy usług i jedna z najbardziej kompletnych wyszukiwarek, z trafnym dopasowaniem ofert internetu, telewizji kablowej i telekomów do adresu zamieszkania, z której bardzo chętnie korzystają nasi czytelnicy – polecamy!Pan Wybierak to świetny serwis, dzięki któremu nie tylko poznałem wszystkie możliwe warianty instalacji internetu w moim miejscu zamieszkania, ale także odkryłem naprawdę tanią ofertę. Ogólnie - rewelacja!Mówią o nas Może Wy wiecie czy laptop może być cały czas podpięty do prądu a bateria cały czas ładowana nawet jeśli jest już w pełni naładowana? Nie zaszkodzi to laptopowi? Mam nowego laptopa i nie wiem takich rzeczy. Czy jednak jeśli bateria jest w pełni naładowana to trzeba laptopa odłączyć od prądu? Pytam tak po prostu, czy może być cały czas podłączony do zasilacza. Liczba postów: 36 4 Dołączył: Jul 2012 Najlepiej wyciągnij baterie i włóż sam kabel od ładowarki. Każde ładowania skraca żywotność baterii, a w szczególności ładowanie pełnej baterii. Liczba postów: 2,918 294 Dołączył: Jan 2012 Obecne laptopy nowszej generacji podczas gdy bateria jest w pełni naładowana oraz jest podłączona ładowarka w ogóle nie będą ładować baterii. Jeśli w czasie ładowania baterii świeci się kontrolka, w powyższym przypadku po prostu nie będzie się świecić co oznacza brak ładowania. Tak więc laptopy nie będą doładowywać baterii cały czas, możesz być o to spokojny. Zapraszam do uczestniczenia w życiu forum, pozdrawiam serdecznie Wasz Kuba Liczba postów: 120 0 Dołączył: Sep 2012 Nie powinno się używać laptopa i równocześnie ładować baterii, mówię tu o nowszych modelach laptopów. Liczba postów: 2,918 294 Dołączył: Jan 2012 (30-03-2013, 23:34 )ziutek napisał(a): Nie powinno się używać laptopa i równocześnie ładować baterii, mówię tu o nowszych modelach laptopów. Z jakiego powodu? Chodzi o temperaturę czy co? Wiadomo, że baterie/akumulatorki nie lubią wysokiej temperatury przez co tracą swoje właściwości Zapraszam do uczestniczenia w życiu forum, pozdrawiam serdecznie Wasz Kuba Liczba postów: 120 0 Dołączył: Sep 2012 Jak znajomy kupował lapka nie tak dawno to mu sprzedawca mówił, że ładowana bateria równocześnie z używaniem komputera traci swoje właściwości i szybciej się "zużywa" Nie jestem pewny, ale w tych starszych laptopach było odwrotnie, tzn bateriom nic to nie szkodziło. Liczba postów: 2,804 7 Dołączył: Jan 2012 Nie ma takiej opcji. Taki sam rodzaj baterii jest w telefonach a jakos ich nie wylaczasz podczas ladowania. Poza tym jakby to sie mialo do uzywania lapka skoro po uzyciu baterii musialbys go wylaczac zeby potem znow go użyć. Liczba postów: 2 0 Dołączył: Mar 2013 Liczba postów: 2,918 294 Dołączył: Jan 2012 Pracuję na tym laptopie już ponad 3 lata, z początku pracował tylko na baterii i był podłączany do prądu aby baterię podładować a gdy się naładowała był odłączany. Oczywiście w porównaniu do stanu po zakupie obecnie trzyma słabiej, ale pracuje cały czas na baterii i jest podłączony do prądu. Na baterii wytrzyma około 40-50 minut, więc moim zdaniem jak na 3 lata (w tym prawie rok ciągłego ładowania z baterią) to nie jest najgorzej. Liczba postów: 2,918 294 Dołączył: Jan 2012 Nawiązując jeszcze do formatowania baterii w laptopie uważam, że warto odkopać ten wątek. Trochę poczytałem i faktycznie, specjaliści twierdzą, że utrzymywanie baterii ciągle naładowanej w 100% nie jest dobre, gdyż przyspiesza jej proces degradacji. Bateria w pełnym stanie wytrzymuje tylko rok, po roku (każdego) bateria traci około nawet do 20% całej swojej pojemności. Apple przykładowo radzi, aby ciągle utrzymywać elektrony w ruchu oraz unikać ciągłego ładowania baterii. Tak samo nie należy zbyt często rozładowywać "do zera" baterii a tym bardziej rozładować baterię na zero i zostawiać ją na dłuższy okres czasu, gdyż potem powrót takiego akumulatora do "świata użyteczności" może okazać się niemożliwy. zapytał(a) o 23:25 Czy ładowarka podłączona do prądu bez telefonu pobiera prąd ? Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 23:26 Seek9448 odpowiedział(a) o 23:26 Minimalnie ale tak zawsze jakieś grosze. Tak pobiera, poszukaj sobie na stronkach Ekologicznych :) blocked odpowiedział(a) o 23:26 moim zdaniem nie bo nie ma obiegu zamknietego. Telefon go zamyka i w ten sposób ładuje. Wiec nie.. Ja tak ją już trzymam z 5 mies =D Aa i pobiera ;P Przykro mi nie odpowiem Ci na to pytanie bo nie zapraszam do pooglądania cadillaca Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Akcesoria do ładowania to jedna z tych rzeczy, którym muszę ufać. Przez lata przerobiłem dziesiątki rozwiązań które, najzwyczajniej w świecie, się nie sprawdziły. I choć od lat mam swój ulubiony zestaw który zawsze mam w podorędziu - regularnie testuję nowe rzeczy. Ostatnich kilka tygodni smartfona, słuchawki oraz zegarek ładowałem za pośrednictwem trzech produktów firmy Choetech - jak sprawdziły się w praktyce? Choetech 2-in-1 — ładowarka z Magsafe, która poza smartfonem ładuje także moje słuchawki Od czasu przesiadki na iPhone X, czyli kilku dobrych lat wstecz, jedynymi formami jakimi ładowałem smartfona w domu pozostaje indukcja. Kable schodzą na dalszy plan — i korzystam z nich właściwie wyłącznie w podróży. Moimi głównymi rozwiązanami były dotychczas te od Mophie i Greencell, ale kilka ostatnich tygodni na moim biurku króluje zestaw od Choetech 2-in-1 (cena u polskiego dystrybutora: 215 zł). Urządzenie pełni trzy funkcje w jednym: jest stojakiem do którego można magnetycznie "przykleić" smartfona — dzięki czemu siedząc przy biurku widzę powiadomienia na ekranie. Ponadto magnetyczny uchwyt Magsafe ładuje smartfon, a na podstawie znalazło się miejsce na ładowarkę Qi — którą sam regularnie wykorzystuję do słuchawek. Ładowarka oferuje moc wyjściową do 15W (dla smartfona) oraz 5W (słuchawek). Sprzęt prezentuje się naprawdę minimalistycznie - i bez problemu wpasowuje się w większość biurek. Do tego robi wrażenie naprawdę solidnego, wykonanego z materiałów, które nie rozsypują się w dłoniach). Niestety — wbrew temu co twierdzi producent w swoich oficjalnych opisach, stojak nie powiada regulacji, która pozwala dowolnie odchylać telefon na biurku. W przeciwieństwie jednak do wielu konkurentów — w zestawie poza ładowarką znajduje się także zasilacz oraz kabel USB typu C. Tym samym sprzęt jest gotowy do działania tuż po wyjęciu z pudełka i podłączeniu do prądu. Ładowarka została zaprojektowana z myślą o rodzinie iPhone 12 — ale bez problemu współpracuje także z 13 Pro. Co ważne — smartfony doń można przyczepiać zarówno w pionie, jak i poziomie. Chociaż smartfony to chyba zbyt szumnie powiedziane — bo mowa tu raczej wyłącznie o iPhone'ach — i to najlepiej bez etui. A jeśli w etui, to koniecznie takim które wspiera ładowanie MagSafe — a zatem ma dodatkowe blaszki, które pozwolą urządzenie przyczepić i naładować. W rekomendowanej cenie nie jest to najtańszy sprzęt tego typu (ale bezpośrednia konkurencja, np. od Satechi kosztuje podobnie lub więcej) — ale jego jakość wykonania i idealność w swojej prostocie jest w stanie usprawiedliwić wydatek pełnej ceny. A jeśli ta jest dla Was zbyt zaporowa, a chcielibyście podwójną ładowarkę z minimalistycznym designem - to warto zaczekać na promocję. Nie będziecie zawiedzeni. Zestaw podróżny - kabel Lightning i power bank do Apple Watcha od Choetech Jak wspomniałem już wyżej - jeśli korzystam z kabli, to przede wszystkim w podróży. A jako że ostatnio przez kilkanaście dni nie było mnie w domu - zabrałem ze sobą certyfikowany kabel Lightning (cena u polskiego dystrybutora: 59 zł). Wziąłem go głównie z myślą o samolocie, gdzie nie spodziewałem się gniazd USB typu C (a jedna linia bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła w temacie :). Na pudełku ostatnim kompatybilnym modelem jest iPhone 12 — ale skoro sprzęt jest certyfikowany, to powinien działać także z nowszymi modelami, prawda? No prawda - i działa. Synchronizacja danych za jego pośrednictwem nie stanowi najmniejszego problemu — a 1,8 metra długości pozwala wygodnie korzystać z podłączonego do gniazdka telefonu. Nie wiem jak sprawy będą wyglądały po czasie — tworzywo z którego jest wykonany wydaje się bowiem dość twarde... ale może to właśnie ono będzie sekretem który pozwoli mu przetrwać dłużej, niż oryginalnym kablom Lightning od Apple? Ale kabel to kabel - wszyscy je znają, wszyscy wiedzą że potrafią płatać figle. Dużo ciekawszym gadżetem okazał się być powerbank 900 mAh do Apple Watcha (cena u polskiego dystrubutora: 299 zł). Kosztowny gadżet, który jako miłośnik zegarka Apple postanowiłem wypróbować — i to od razu zabrałem go na wakacje. Niestety, podczas wyjazdu skorzystałem z niego (dosłownie) raz. Dlaczego tak mało? Przez myśl by mi nie przeszło, że ten kompaktowy, wcale nietani, gadżet będzie ładowany kablem micro USB. I mimo że mój przybornik jest dość bogaty w różne kable, zabierając ze sobą 100% akumulatora w Kindle'u — nie myślałem że taki relikt przeszłości może mi się przydać. Życie lubi zaskoczyć. W samolocie - sprawdził się idealnie, pozwolił doładować mi zegarek do końca. Wydawało mi się jednak, że po prostu po wyjęciu z pudełka kontrolki z diodami mnie oszukały — i wbrew temu co sygnalizowały (paliły się wszystkie), nie był w pełni naładowany. Według specyfikacji urządzenia — power bank ma oferować akumulator 900 mAh. Apple Watch SE ma baterię około 300 mAh, czyli powinno się go dać naładować dwukrotnie. Po powrocie do domu naładowałem go do pełna (cały ten proces zajmuje niespełna dwie godziny) i rozpocząłem dalsze testy. Niestety, po jednym ładowaniu — power bank do Apple Watcha spadł z 4, do jednej "kreski", czyli palącej się diody. I trudno mi wyrokować czy to problem wyłącznie z moim egzemplarzem testowym, czy produktem w ogóle — w sieci nie doszukałem się na jego temat zbyt wielu informacji. Sam power-bank ze względu na swoje niewielkie rozmiary ma też charakter breloka, który łatwo można przypiąć do plecaka czy etui z kablami, by go nigdzie nie zgubić. Jakość tworzywa z którego został wykonany sprawia bardzo fajne wrażenie, ale... no cóż - nie ukrywam, że gniazdo ładowania kompletnie go dyskwalifikuje, zaś to że oferuje de facto jeden cykl ładowania - pozostawia jednak niesmak. Mimo wszystko jest to na swój sposób produkt unikatowy w skali rynku. Power banków ze wsparciem dla zegarków Apple jest jak na lekarstwo, wybór jest mocno ograniczony. Wszystkie je charakteryzuje niewielki wygląd i poręczność. I prawdopodobnie jest grono ludzi, które potrzebuje właśnie takich rozwiązań — myślę jednak, że większości w zupełności wystarczy "zwykła" ładowarka od zegarka podłączona do "zwykłego" power-banka. Akcesoria Choetech - czy warto? Przyznam szczerze - że na pytanie czy warto kupić produkty Choetech trudno odpowiedzieć mi jednoznacznie. Po trzech z nich - dwa mogę spokojnie polecić (ładowarkę z Magsafe i kabel Lightning). Power bank do Apple Watcha zaś rozpatruję w kategorii: dla najbardziej potrzebujących takiego gadżetu. Bo dla kogoś może właśnie taka forma breloka wyda się najlepszą formą ładowarki zegarka, kiedy zabraknie energii w najmniej oczekiwanym momencie. Nawet jeżeli zadziała doraźnie - i pozwoli wyłącznie na jedno ładowanie. Kabel działa bez problemu - nie ważne czy chodzi o synchronizację danych (choć ze względu na USB typu A, wiadomo, że przy Macbookach niezbędny jest dock lub przejściówka) czy ładowanie (power bank, gniazdko, komputer - bez znaczenia). Moim ulubieńcem pozostaje jednak ładowarka biurkowa z MagSafe, która pozwala ładować dwa urządzenia jednocześnie - a zasialana jest kablem USB typu C. Minimalistyczna, solidnie wykonana z jedynym "ale" - czyli brakiem większej regulacji nachylenia. Jeżeli będziecie rozważać zakup tego typu ładowarki do iPhone'a - wrzućcie ją na listę i dajcie jej wysoki priorytet, nie pożałujecie! Po niemal całkowitym przestawieniu się na pracę zdalną znacząco wzrosło moje zapotrzebowanie na energię elektryczną. Jest to odczuwalne szczególnie zimą, gdy słońce pojawia się na krótko i pada na panele słoneczne pod zdecydowanie zbyt niskim kątem. Jednym ze sposobów optymalizacji zużycia prądu w kamperze jest sprawdzenie, które urządzenia wykorzystują go najwięcej i jak są ładowane. Jak to się zaczęło W moim kamperze jednym z najczęściej używanych i najmocniej zużywających prąd urządzeń z racji wykonywanej pracy jest oczywiście laptop. Do kampera wprowadzałem się z Samsungiem RF711. Matryca 17″, mocne, choć nieco już postarzałe podzespoły, niedawno zakupiona większa bateria (ech… te wspaniałe czasy, gdy bateria była modułowa i nawet mogła wystawać poza obrys laptopa). Szybko jednak okazało się, że te podzespoły są mało ekonomiczne pod względem zużycia prądu. W tamtym czasie nie przeszkadzało mi jeszcze to, że musiałem go ładować z przetwornicy. I tak wykorzystywałem ją do ładowania maszynki do golenia, szczoteczki do zębów i kilku innych urządzeń, których nie dało się ładować przez USB. Jednak w miarę upływu czasu większość urządzeń wymieniłem lub przystosowałem do ładowania z portów USB. (Uwaga, mała podpowiedź: jeśli jakieś urządzenie ładuje się napięciem 5V, to znalezienie odpowiedniego przewodu nie powinno stanowić większego problemu 😉 ). Ale co zrobić z laptopem? Już pierwszej zimy okazało się, że agregat chodził przez więcej godzin niż zakładałem. Po zakupie nowego regulatora paneli słonecznych miałem możliwość dużo bliżej przyjrzeć się zużyciu prądu w dowolnym momencie. A dzięki urządzeniu eLog-01 mogłem również przeanalizować i porównać dane historyczne (więcej informacji na ten temat znajdziesz w tym wpisie). W pierwszym odruchu i na podstawie niektórych informacji znajdowanych w Internecie zacząłem się zastanawiać nad zakupem ładowarki samochodowej. Jednak, po pierwsze, taki wydatek jest dość spory (nawet kilkaset złotych). Poza tym z przetwornicy można zasilić nie tylko laptopa, natomiast ładowarka samochodowa do laptopa – jak sama nazwa wskazuje – rzadko kiedy ma bardziej uniwersalne zastosowanie. Dodatkowo zacząłem myśleć o wymianie sprzętu na coś nowszego, mniejszego, bardziej ekonomicznego i nowego laptopa Po dość długich poszukiwaniach bardziej energooszczędnego i sprawdzającego się w realiach kamperowych laptopa mój wybór padł na urządzenie Dell XPS 12 9250. Zakupiony przeze mnie egzemplarz wyposażony był w dwa porty USB-C oraz dodatkowe przejściówki rozszerzające złącza o porty USB-A, HDMI czy Ethernet. Możliwość ładowania z portu USB-C (a w zasadzie Light Peak czyli Thunderbolt) wydawała się dość optymistyczna, a sam zasilacz miał moc zaledwie 30W, co dobrze wróżyło jeśli chodzi o zapotrzebowanie na prąd. W międzyczasie wymieniłem telefon na taki ze złączem USB-C i zaopatrzyłem się w ładowarkę samochodową. Myślałem, że ta sama ładowarka (o mocy 60W) będzie mogła ładować oba urządzenia. Po krótkich testach okazało się jednak, że nie. Musiałem zakupić inną, a mój wybór padł na ładowarkę Xiaomi o mocy 100W (1A1C, 5A). Ta ładowarka posiadała więcej niż wystarczający zapas mocy do ładowania mojego mini-laptopa – jednak za nic w świecie nie chciała go ładować… Do dziś nie poznałem konkretnej przyczyny, ale wydaje się, że problem wynikał z łącza w laptopie i jego trybu komunikacji z ładowarką. Najważniejsze jest jednak to, że udało mi się zastosować obejście tego problemu. Początkowo tym obejściem był tester UD24 USB / TYPE-C. Gdy prąd przechodził za jego pośrednictwem urządzenie ładowało się. I tak radziłem sobie przez czas jakiś, aż zapragnąłem podłączyć więcej urządzeń i okazało się, że dwa porty USB-C są niewystarczające. Zakupiłem więc Baseus Hub Type-C do 4x USB + PD 60W + ładowarka indukcyjna Qi 10W (strona). Miałem wtedy Samsunga S8, więc ładowarka indukcyjna stanowiła bardzo miły dodatek. I tu kolejne zaskoczenie. Ładowarka i tak musi być podłączona do drugiego portu. Teoretycznie wszystko było w porządku, prawda? No, nie do końca… Po pierwsze, miałem zajęte wszystkie porty zarówno w laptopie, jak i w hubie, a po drugie… powyższy hub nie posiadał wyjścia HDMI. Tymczasem ja zacząłem się zastanawiać nad drugim, nieco większym monitorem, aby rozszerzyć przestrzeń roboczą. Mój wybór padł na HUB 8W1 USB-C HDMI 4K RJ45 SD/TF z dwoma portami USB-C, w tym portem ładowania (Power Delivery). Teoretycznie zapewniał wszystko, czego mogłem potrzebować. Okazało się jednak, że ładowanie owszem, działa, ale bardzo chimerycznie a do tego wymaga sporo zachodu i cierpliwości. W tzw. międzyczasie miałem możliwość korzystać przez kilka miesięcy ze służbowego laptopa Dell Latitude 5410. On też miał złącze ładowania w formie portu USB-C PD. I tam działało to niezawodnie. Więc znów zacząłem się zastanawiać nad zmianą sprzętu prywatnego. No i drugim monitorem… Ktoś mógłby zapytać: “No, ale co to za problem, skoro jest przejściówka z USB-C na HDMI?” Teoretycznie tak, ale… Standardowe monitory nie są zasilane przez HDMI, tym złączem idzie tylko sygnał wideo. Konieczne jest zatem źródło zasilania, a powrót do przetwornicy 230V nie wydawał się ani dobrym, ani tym bardziej satysfakcjonującym mnie rozwiązaniem. Nie po tych wszystkich przygodach i usilnych staraniach ominięcia jej. Większość monitorów spełniających moje oczekiwania i przystępnych cenowo była jednak zasilana z 230V, część z 19V. Znalazły się też modele zasilane z 12V, ale jeśli ktoś myśli, że może taki monitor podłączyć bezpośrednio pod akumulator samochodu, to bardzo się myli. Akumulator nie zapewnia stabilnego napięcia. Konieczne są adaptery zasilania, co powoduje dodatkowe koszty, dodatkowe przetwornice. Nie. Ja miałem inną wizję, zatem wciąż musiałem szukać odpowiadającego mi rozwiązania…Czas na kolejne zmiany Przy okazji zmiany pracy (na web developera w pełnym wymiarze czasu) kolejne inwestycje w sprzęt okazały się koniecznością. Nie miałem już służbowego laptopa, a prywatnie marzył mi się mocniejszy, ale nadal energooszczędny laptop oraz dodatkowy monitor. Generalnie byłem zadowolony z pracy na obu laptopach marki Dell, więc naturalnym było szukanie kolejnego urządzenia wśród modeli właśnie tej marki. Znalezienie odpowiedniego dla mnie sprzętu zajęło mi około 3 miesięcy, aż w końcu w bardzo dobrej cenie pojawił się on – Dell XPS 13 9370: Ten model ma bardzo przyzwoite parametry, pomimo, że nie jest najnowszy. Trzy porty USB-C – przy mojej ilości posiadanych przejściówek – wydają się być wystarczające. Miałem okazję przetestować go ze wszystkich stron i jedyne co musiałem zrobić po zakupie, to wymienić baterię na nową. Model ten bez żadnych problemów komunikuje się ze wspomnianą wcześniej ładowarką Xiaomi o mocy 100W. Jednak na moim wyposażeniu – zapobiegawczo – pojawił się jeszcze jeden model ładowarki samochodowej na 12V o mocy 100W, jest to Baseus USB Type-C Power Delivery Quick Charge Z tą ładowarką nowy laptop również komunikuje się bez problemu, dodatkowo na wbudowanym wyświetlaczu ładowarka pokazuje chwilowe zużycie prądu. Kwestię zasilania mam zatem zabezpieczoną. Przetwornica wydaje się już zupełnie bezużyteczna. Tylko co z monitorem? Szukanie wśród monitorów przenośnych wskazywało na konieczność posiadania sporego budżetu. Szukałem monitora o przekątnej 15″ i podłączanego pod – a jakże! – USB-C. Ostatecznie promocje i wyprzedaże skłoniły mnie do zakupu monitora marki Asus: Model MB169C+ o przekątnej 15,6″ i podłączany pod USB-C (jednym łączem idzie zasilanie i obraz) spełnia moje oczekiwania. Producent w zestawie dostarczył bardzo przyzwoite i sztywne etui, które stanowi jednocześnie podstawkę, ale ja chciałem ten monitor zamontować w uchwycie biurkowym. Aby było to możliwe konieczny był adapter od firmy Digitus, ponieważ monitor nie posiada otworów montażowych w standardzie VESA. Swoją drogą uchwyt biurkowy na sprężynach gazowych też jest świetnym rozwiązaniem, które szczerze mogę polecić, i z którego jestem bardzo zadowolony! Nie montuje się go na sztywno. Po włożeniu monitora do torby na laptopa, uchwyt można złożyć, a cała operacja zajmuje nie więcej niż kilkanaście sekund. Teraz czas na podsumowanie i powrót do merytoryki, czyli…Jak aktualnie wygląda zużycie prądu Aktualnie mój zestaw (tablet, który jest routerem LTE, laptop i dodatkowy monitor) podczas normalnej pracy (przy włączonym trybie najwyższej wydajności) pobiera od 22 do 40 watów. W szczycie (np. gdy trzeba doładować baterię) zużycie dochodzi do 55-60 watów. Co ciekawe, ładowarka do tego laptopa ma moc znamionową 45W – wychodzi na to, że po podłączeniu urządzeń peryferyjnych ta moc może okazać się niewystarczająca. Moja ładowarka samochodowa (Xiaomi) jednak ani razu się nie zająknęła, nie wyskoczyły żadne błędy. Zakładając, że średnio zużywane są 3 ampery, to mój nowy akumulator LiFePO4 o pojemności 100ah wystarczyłby na około 33 godziny pracy, czyli w trybie 8 godzinnego dnia pracy nieco ponad cztery dni. Oczywiście są to wyliczenia orientacyjne, bo przecież podczas takiego tygodnia z prądu korzysta nie tylko laptop. Trzeba również zasilić tablet (który udostępnia Internet) i telefon. W tym czasie byłby również dostarczany prąd z paneli słonecznych (zimą co prawda niewielki, ale jednak). Ciekawie to wygląda na wykresie z regulatora: Praktyka zatem pokazuje, że nawet bez zewnętrznego zasilania moja praca przez kilka dni bez dużego słońca nie jest zagrożona. Komfort tej pracy znacząco się podniósł dzięki dodatkowemu monitorowi. Dodatkowo wciąż pozostają w odwodzie akumulatory żelowe, których się nie pozbyłem. Są one aktualnie poza obwodem elektrycznym, jedynie doładowywane przy sprzyjających warunkach, aby utrzymać je w jako takiej kondycji. Jeśli masz jakieś pytania, to skontaktuj się ze mną lub napisz komentarz pod artykułem – chętnie pomogę! 😉

ładowarka podłączona do prądu