29 kwietnia 2020r. Temat: Opisujemy pokój. NaCoBeZu:-umieścisz w opisie wszystkie jego elementy. Cel:-przypomnisz sobie, w jaki sposób piszemy opis. Przypomnij sobie jak piszemy opis przedmiotu. W tym celu kliknij obrazeki obejrzyj filmik. Mam taki problem w moim pokoju nie mam gniazda telefonicznego i tez nie mam mozliwosci go podciagnac. Czy jest takie urzadzenie do ktorego wlaczam wtyczke od telefonu i on przesyla sygnal do odbiornika Translations in context of "mam tu swojego pokoju" in Polish-English from Reverso Context: Właściwie nie mam tu swojego pokoju. Translation Context Grammar Check Synonyms Conjugation Conjugation Documents Dictionary Collaborative Dictionary Grammar Expressio Reverso Corporate Tłumaczenia w kontekście hasła "mam swojego własnego" z polskiego na angielski od Reverso Context: Pytany jestem często, dlaczego nie mam swojego własnego. Mam pytanie czy dużo z was mieszka z rodzicami lub teściami? Jak wam się układa? Czy wolelibyście mieszkać sami??? My do tej pory wynajmujemy mieszkanie ale właściciel zamierza podnieść Nie wiem jak wytrzymam. Chce mi się wyć. Żyję w takiej paranoi, że kiedy tylko słyszę, że któreś z rodziców idzie do pomieszczenia, w którym akurat jestem (mimo, że mamy wielki dom nie mam swojego pokoju i jestem zawsze tam, gdzie w danej chwili nikomu nie przeszkadzam) to zaczyna mnie boleć brzuch. i41HR. Anita ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia" pokazała pokój syna. Fani zwrócili uwagę na jeden szczegół i od razu wytknęli go uczestniczce programu! "Taki duży chłopiec…" Data utworzenia: 13 stycznia 2022, 21:25. Anita Szydłowska ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia" zdecydowała się na metamorfozę pokoju swojego syna. Efekt przeszedł jej najśmielsze oczekiwania. Dumna uczestniczka programu pochwaliła się efektami na swoim profilu, jednak szybko spotkała się z krytyką. Co tak bardzo nie spodobało się jej obserwatorom? Anita Szydłowska ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia" pochwaliła się pokojem syna. Foto: anitaczylija / Instagram Anita Szydłowska i Adrian Szymaniak są jednym z nielicznych małżeństw, którym udało się przetrwać po zakończeniu programu "Ślub od pierwszego wejrzenia". Małżonkowie doczekali się już dwójki dzieci Jerzego (3 l.) i Bianki (2 l.). Tym razem kobieta pokazała efekty remontu pokoju syna. Anita Szydłowska ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia" przeprowadziła metamorfozę pokoju syna Anita Szydłowska i jej mąż Adrian Szymaniak przeprowadzili się ostatnio do nowego mieszkania, w którym znalazły się oddzielne pokoje dla ich dwójki dzieci. Szczęśliwa mama sama zajęła się urządzaniem pokoju dla swojego syna, a efektami postanowiła pochwalić się swoim obserwatorom na Instagramie. W pokoju chłopca znalazła się piękna tapeta z leśnym motywem i terenowym oraz zjeżdżalnia, z której może korzystać ze swoją siostrą Bianką, a także sporo miejsca na pudełka z zabawkami. W rogu pomieszczenia można zobaczyć łóżeczko dziecka ze szczebelkami i drewnianym stelażem imitującym domek, to właśnie ten mebel wywołał najwięcej komentarzy. "Dziś chcemy Wam pokazać pokój małego 2,5-letniego mężczyzny, który motyw przewodni wybrał sobie sam. Kilka razy stawialiśmy Jerzyka przed wyborem tego, co ma być u niego na ścianie, a on bardzo konsekwentnie wybierał tapetę z jadącą przez las terenówką. Jerzo ma też swój odpowiednik domku na drzewie i mini plac zabaw- co w przypadku takiej ilości energii sprawdza się idealnie. Za jakiś czas możemy przemontować moduły, tworząc nową budowlę. Reszta mebli idealnie wpasowała się w delikatny szary kolor ścian, który zastąpił starą tapetę w kwiatki i połączenie koloru różowego z zielonym. Na tej pięknej tapecie mamy też przesłanie - "nie śmieć w lesie" - bo na naukę dobrych nawyków nigdy nie jest za wcześnie" - podpisała zdjęcia z metamorfozy. Fani Anity ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia" komentują wystrój pokoju jej syna. Co im się nie spodobało? Zobacz także Anita Szydłowska, kiedy publikowała zdjęcia świeżo urządzonego pokoju synka, nie spodziewała się, że wśród komentarzy pełnych zachwytu znajdą się również te negatywne. Trudno uwierzyć, że coś mogło nie spodobać się obserwatorkom w wystroju dziecięcego pokoju. Niektóre z nich zwróciły jednak, że łóżeczko jest nieodpowiednie do wieku Jerzyka, który niedługo skończy 3 lata. - Dziwię się tylko, że taki duży chłopiec ma takie łóżeczko - zauważyła internautka. W kolejnym komentarzu pojawiła się złośliwość na temat reklamowania produktu. - Trzeba zareklamować markę, która dała mebel za darmo - dodała następna obserwatorka. Uczestniczka programu szybko pośpieszyła z wyjaśnieniem, że wystrój pokoju nie jest efektem współpracy, a meble mają już rok. Przypomniała także, że od pewnego czasu influencerzy muszą wyraźnie w postach zaznaczać współpracę z markami. - Te meble mamy już rok a łóżeczko jest duże 140/70 a wszystkie posty reklamowe w dzisiejszych czasach muszą być oznaczone odpowiednio, a jak ich nie ma- nie jest to współpraca - napisała celem wyjaśnienia Anita Szydłowska. Zobacz także: Anita ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia" pokazała pokój córki po remoncie. Na co zwróciła uwagę? "Ślub od pierwszego wejrzenia" Anita Szydłowska przeszła metamorfozę! Jak teraz wygląda? "Ślub od pierwszego wejrzenia". Anita ujawniła, jakie problemy pojawiły się na początku jej związku z Adrianem /4 anitaczylija / Instagram Anita Szydłowska zrobiła remont pokoji swojego synka. /4 anitaczylija / Instagram Wcześniej w pokoju na ścianie była tapeta w kwiaty. /4 anitaczylija / Instagram Teraz chłopiec ma piękną tapetę z leśnym motywem. Obserwatorkom nie spodobało się jednak łóżeczko Jerzyka. /4 anitaczylija / Instagram Co odpowiedziała im Anita? Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem: polski arabski niemiecki angielski hiszpański francuski hebrajski włoski japoński holenderski polski portugalski rumuński rosyjski szwedzki turecki ukraiński chiński angielski Synonimy arabski niemiecki angielski hiszpański francuski hebrajski włoski japoński holenderski polski portugalski rumuński rosyjski szwedzki turecki ukraiński chiński ukraiński Wyniki mogą zawierać przykłady wyrażeń wulgarnych. Wyniki mogą zawierać przykłady wyrażeń potocznych. Nie mam domu, w którym mieszkam i nie mam pokoju, w którym śpię. I have no house to live in, and I have no room to sleep in. nie mam pokoju i jest już druga nad ranem nie ma miejsca dla brzemiennej kobiety, chwała! I have no room and it's two in the morning no room for a pregnant woman, glory Ale nie mam pokoju dla niej. W przeciwnym razie nie mam pokoju, ponieważ chcę, aby żona mnie słuchała. Jeśli nie mam pokoju w sercu, nie będę też zdolny budować pokój wokół mnie i troszczyć się o pokój pomiędzy narodami i w każdym ludzkim sercu. Unless I have that peace, I will not be able to build peace around me and the battle for peace rages between nations and in every human heart. Jeżeli mówisz: "Nie mam pokoju", jesteś chory. Nie mam pokoju gościnnego, bo nie lubię gości. Nie mam pokoju i jest wielu takich, którzy go też nie mają. Dlaczego? Więc nie mam pokoju dla błędów Nie mam pokoju dziecięcego. Nie znaleziono wyników dla tego znaczenia. Wyniki: 14. Pasujących: 14. Czas odpowiedzi: 88 ms. Documents Rozwiązania dla firm Koniugacja Synonimy Korektor Informacje o nas i pomoc Wykaz słów: 1-300, 301-600, 601-900Wykaz zwrotów: 1-400, 401-800, 801-1200Wykaz wyrażeń: 1-400, 401-800, 801-1200 Lifanse wskazał, że atak najeźdźców sprawił, iż Ukraińcy bardziej docenili dar pokoju. Także mieszkańcy Europy bardziej zdali sobie sprawę, że nie jest to dar dany raz na zawsze, ale dobro, o które trzeba się troszczyć każdego dnia. "W naszej wojennej codzienności budujemy pokój zapewniając potrzebującym lekarstwa i żywność. W ten sposób bronimy naszego kraju i dajemy ludziom nadzieję" – stwierdził Lifanse."Nie widzę żadnej sprzeczności między pragnieniem pokoju a koniecznością obrony swojej ojczyzny. Ukraińcy bronią swoich miast i domów, ponieważ nie chcą żyć pod rosyjską okupacją. Nie ma w nas jednak pragnienia zagarnięcia rosyjskiej ziemi. Na terytorium Rosji nie ma ukraińskich żołnierzy, którzy walczą, sieją śmierć i zniszczenie. Ukraińcy modlą się o pokój i czynimy to bez nienawiści w sercu. Pamiętam pierwszy dzień wojny w Kijowie. Pierwsze bomby spadły o czwartej rano, a już o godz. 11 cała nasza wspólnota zebrała się na modlitwie o pokój. Ta modlitwa pomaga uspokoić emocje, przezwyciężyć chęć odwetu, pomaga nam żyć dalej w tej sytuacji, ponieważ złość, strach, smutek są czymś naturalnym. Mamy jednak Słowo Boże, które dodaje nam sił, a także wielu ludzi, którym trzeba pomóc. Poruszają mnie uroczyste pogrzeby poległych żołnierzy, na których wybrzmiewa zawsze modlitwa o zbawienie duszy zabitego i o ratunek dla jego towarzyszy będących na froncie. To nie jest modlitwa przeciwko nieprzyjacielowi, ale o ratunek i o pokój na Ukrainie. Opłakując swych bliskich ludzie mówią, że chcą ze wszystkich sił budować pokój, aby nigdy więcej nie było już takich pogrzebów. Wiemy, że bez pokoju nie ma przyszłości"– powiedział papieskiej rozgłośni utworzenia: 22 lipca 2022, 18:13Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj. zapytał(a) o 18:42 Nie ma swojego pokoju, co zrobić? Mam 13 lat i brak własnego wygląda tak że mam pokój z młodszym bratem który ma 4 lata i lekko mówiąc jest wkurzający ae nie tylko o niego chodzi. Nasz pokój jest obok rodziców a oni są typem tych kontrolujących i nawet nie moge pogadać z kimś przez telefon bo albo podsłuchują albo brat drze jape. W trakcie lekcji online jest okropnie, nie rozumieją tego że musze się skupić i gadają że to ,,przecież też jego pokój'' i potem dziwią sie że dostaje słabsze oceny jak nawet nie moge nic powiedzieć bo jest ciągły hałas. Jednak gdyby chodziło tylko o lekcje bym tego nie pisała, chodzi też o mój komfort. Wiem że sporo osób mnie wyśmieje ale jestem introwertykiem, kocham cisze a nie moge tego dostać, czasami mam ochote poprostu sobie sama posiedziec i boli mnie to że nie moge nawet zaprosić do siebie żadnej koleżanki, rodzice nie pozwalają mi nigdzie wychodzić i dziwią sie czemu nie chce nikogo zaprosić do największym powodem pisania tego posta jest to że mienie własnego pokoju było zawsze moim marzeniem. Pamiętam jak zazdrościłam (nadal to robie) moim wszytskim znajomym że mają własne pokoje. Lubię marzyć , kiedy każdy o 2 w nocy śpi ja leże i rozkoszuję sie chwilą ciszy oraz marzę o tym jaki miałabym pokój, jak bym go urządziła , ja nie chce jakiegoś wielkiego, wystarczyłyby mi naprawde bardzo maltki ,taki z łóżkiem , biórkiem i szawką na ubrania ,myśle sobie jak mogłabym pozawieszać na ściany jakieś plakaty i urządzić go w moim właśnie, mój cały pokój jest jak dla małego chłopca ze względu na mojego brata, wszędzie przytłaczające kolorki, samochody i cały jest w zabawkach , nawet nie moge dać żadnej swojej rzeczy bo na ścianach wiszą plakaty jego ulubionych bajek typu psi patrol. Co ja mam zrobić? Masz pokój jest średni więc jakby sie rodzice postarali mogliby go dać na pół i ja nawet w wolnym czasie robiłam cały plan bo interesuje sie architekturą i chciałabym pójść w tym kierunku. Ale moi rodzice mnie tęz nie lubią, matka cały czas narzeka na oceny które mam nawet okej bo ostatnio sie przykładam ale ojciec, z nim jest tragedia , cały czas wmawia mi że jestem bezurzyteczna itp, a to dlatego że chciał syna i mojego brata traktuje jak księcia z bajki , kiedy mojego brata nie było traktował mnie okej, kochałam go ale odkąd sie pijawił to wszytsko to znikło i stałam sie zerem Więc zapytam jeszcze raz, co robić? i nie piszcie żeby zamieszkać z babcią bo już próbowałam ale mieszka miasto obok i rodzice jeszcze narzekali że jeszcze jej głowe będe zawracać To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź WEDEL odpowiedział(a) o 18:55: Bez ich wiedzy podziel pokój ... do skutkuAż w końcu go przedzielą tak jak byc powinno .Uzyj wyobraźni do tego , i powiedz że masz tez prawo do sumie ja prawie do 18 lat dzieliłem pokój z młodsza siostrą o 5 lat, i bywało to bardzo frustrujące...z tym że moja siostra mała 8 lat a ja 13 wtedy, więc nie było ale mieszkać z 4 latkiem to jest uciązliwe no..ty zaraz będziesz miała 16 lat a brak 7 - i wez tu zapros kolege, kolezeankeWalcz o swoje , ale z głową. Tak długo przedzielaj pokój aż zaczną myśleć Uważasz, że ktoś się myli? lub Nie mam swojego miejsca na Ziemi. Nie mam swojego miejsca w domu. Nie mam własnego pokoju albo źle się czuję, wracając do mojego starej sypialni u rodziców, bo wiem, że już za chwilę opuszczę to bezpieczne miejsce i będę musiał wracać użerać ze studiami gdzie indziej, po wielogodzinnej tułaczce pociągiem. W wynajmowanym pokoju nie mogę zawiesić plakatu na ścianie, bo przyjdzie właściciel, zroluje ulubioną reprodukcję Van Gogha i wsadzi mi ją w tyłek tak głęboko, że wyjdzie gardłem. Wiesz co? Jeśli nie będziesz miał swojego miejsca we własnej głowie, nigdzie nie będziesz czuł się dobrze. Dlaczego tak depseracko pragniemy własnej przestrzeni? Ponieważ prywatność jest ważna. Mieszkając w akademiku, początkowo bliskość z sąsiadami traktowałam jako nowe, rewelacyjne doświadczenie. Po pewnym czasie jednak zatarła się jednak granica między "moje" a "czyjeś". Wszystko było wspólne. Pokoje, papierosy, bułki na śniadanie oraz intymne szczegóły z życia osobistego. Stworzyliśmy coś na kształt hippisowskiej komuny, nie wiedzieliśmy, kto konkretnie powiedział co, istnieliśmy jako jeden, wielokończynowy i wieloorientacyjny organizm. I organizm ten niestety nie mógł przeżyć. Dlatego rodzą się bliźnięta syjamskie, a nie syjamskie czworaczki czy pięcioraczki. To byłaby skazana na zagładę sztucznie powstała ludzka stonoga. Była inspiracja, ale nie potrafiłam jej wykorzystać. Chłonęłam intensywnie nowe wrażenia, ale ich nie przetwarzałam na papierze. Swoje potrzeby odsunęłam na bok, by zadowolić innych. By otrzeć łzy potrzebującemu, zrobić kanapkę głodującemu i dzielić radość przyjaciółki, która - tak szybko, jak przestałam jej we wszystkim przytakiwać - położyła na mnie mentalnego chuja. A ja, mój mózg, moje czucie, gdzie to wszystko było? Nie było. Nie było mnie. Zniknęłam. Najpierw każde wydarzenie z mojego osobistego życia było wywlekane na forum publiczne, omawiane, komentowane, przerabiane i przewałkowywane po tysiąckroć. Później nie miałam już osobistego życia, wciągnął mnie akademicki wir nie moich zdarzeń, którymi ja zaczęłam się żywić, komentować, przerabiać, przewałkowywać po milion razy, aż wreszcie utyłam jak świnia od tych wszystkich niepotrzebnych, całkowicie pustych nowinek, spasłam się jak orka i nabrzmiałam tak, że musiałam pęknąć. Jestem jedynaczką. Moje ego potrzebuje sporo uwagi. Dlatego w końcu przemówiło. I powstali Piromani. Ale to nie o tym. Kiedy zamknęłam drzwi do swojego pokoju, zrozumiałam, że boję się żyć samotnie, bo w głowie mi jeszcze huczało od piwa, jakie naważyłam podczas tych wielu dni bez własnej świdomości. Ale powoli nauczyłam się. Przeprowadziłam selekcję. Nie muszę otaczać się wieloma ludźmi, by wiedzieć, że mam przyjaciół. Wystarczy jeden, ale wartościowy. Mogę się cieszyć. Mam trójkę. Bezcennych, choć nie zawsze potrafię o tym pamiętać. I nie muszę dzielić się z nimi zawartością mojej lodówki, i nie muszę wywlekać całej mrocznej zawartości mojego umysłu. Oni wiedzą, oni czują. Trwają przy mnie, każdy z osobna, cicho, bez napastliwości, a ja chcę odwdzięczać się im tym samym, choć czasem to bardzo trudne wyzwanie, w końcu tyle dla mnie robią. Moją ostają jest moja głowa. Często panuje w niej bałagan, bo za dużo w niej spraw, ale pracuję nad zwiększeniem przestrzeni w jej środku, by wszystko miało swoje miejsce. Moją ostoją jest osoba, do której mogę się przytulić. Home is wherever I'm with you. Na pierwszym roku studiów mieszkałam na poznańskim Oświeceniu z wyjątkowo trudną współlokatorką. Dzieliłyśmy pokój i k-pop obrzydł mi na całe życie. Najgorszym momentem były jednak niedzielne popołudnia. Byłam już w domu, w Nowym Tomyślu, nakarmiona przez mamę przepysznym obiadem i prawie ukojona przez pozornie stoickie nastawienie mojego ojca. Ale świadomość, że muszę zaraz ciągnąć bagaż poprzez śnieżną zawieję, tarabanić się pociągiem, tramwajem, potem autobusem, a potem jeszcze i windą na pierdolone dziewiąte piętro, żeby wrócić do świrniętej współlokatorki, która non-stop wpieprza kilogramami pizzę, zgoła nie napełniała mnie optymizmem. Było mi źle, więc to zmieniłam, choć wówczas byłam jeszcze na tyle leniwa, że potrzebowałam silnego (ostrego byłoby bardziej adekwatnym epitetem w tym przypadku) bodźca. Spakowałam manatki, przez chwilę mieszkałam u dawnej przyjaciółki, potem próbowałam dojeżdżać, wreszcie akademik i upadek obyczajów. I stało się tak źle, że coś trzeba było zmienić. Ale dobrze, że się porobiło w ten, a nie inny sposób. Teraz przynajmniej wiem, co robić, by do tamtego stanu nie wrócić. Nic nie dzieje się przypadkowo. [...] tylko ja wiem, że nie ma zbiegów okoliczności, jak u Twardocha w najnowszej powieści Drach. Co cię nie zabije, to cię wzmocni, kolejny banał, prawdziwy do bólu. Ostatnio przyjaciółki opowiedziały mi o słowach Virginii Woolf. Kobieta, żeby zostać pisarką, potrzebuje własnego pokoju i 500 funtów rocznego dochodu. Tak byłoby o wiele łatwiej, ale doświadczenia uczyniły mnie mocniejszą i zaradniejszą o tyle, że nie potrzebuję już długich chwil ciszy z kubkiem gorącej czekolady, by wisieć nad laptopem i wystukać wreszcie kilka zdań. Wszystko, co jest warte upamiętnienia, spisuję w telefonie albo notesie. Na gorąco. Nigdy bowiem nie wiem, kiedy nadarzy się okazja, taka jak teraz, do rozbudowania zdań i ubrania ich w przystępną formę. Tak pracuję, bo ileż to odkrywczych (mniej lub bardziej, ale zawsze) myśli mogłoby mi uciec bezpowrotnie? Nie warto czekać. Warto działać. NIE CZEKAJ NA ODPOWIEDNI MOMENT DO ZMIANY. On nie ukrywa się w przyszłości. Jest zawsze TU I TERAZ. Świat jest zły, bo sprawił, że mój ojciec ma słabą pracę, a mama jest chora i nie może pracować. Świat jest zły, bo jestem przeciętnej urody, a gdybym był piękny, to miałbym łatwiej. Świat jest zły, bo nie pozwala mi wykorzystać moich możliwości, a przecież gdybym miał okazję, to podkręciłbym lepiej niż Beckham i uszył ładniejsze mundury dla Gestapo niż Hugo Boss. Świat jest zły, bo nie urodziłem się wystarczająco bogaty. Świat jest zły, bo muszę się starać, a tak bardzo mi się nie chce. Jeśli tak myślisz, to zrób temu złemu światu przysługę. Popraw się albo umrzyj. (W zasadzie te dwie opcje, i tylko te dwie opcje, mamy przez całe życie do wyboru). Czasem trzeba zamknąć przed nosem drzwi przyjacielowi, jeśli staje się zbyt natarczywy. Jeśli ma dobrze w głowie i sercu - zrozumie. To znowu bolesna prawda, ale na pierwszym miejscu musimy stawiać siebie. Nasze zdrowie. Nasz spokój ducha. Nasze plany. Tylko wtedy będziemy bowiem całkowicie sobą, zdolnymi do prawdziwej pomocy innym. I na takich fundamentach zbudujemy to miejsce, które tak nam się marzy. Potrzebujemy bowiem bezpieczeństwa. Czterech ścian, w których będziemy biegać na golasa, wyć do księżyca w pełni po przemianie w wilkołaka czy dłubać w nosie, aż wywiercimy sobie w mózgu dziurę (co zdarza się przy nerwicy natręctw). Jesteśmy zwierzętami stadnymi, ale przy tym zostaliśmy stworzeni jako indywidualiści. I nie ma w tym nic złego. Dlatego jeśli teraz nie możemy uzyskać spokoju, bo zamknięcie się na cztery spusty nic nie da, skoro nasza przestrzeń jest za mała, by realizować w niej swoje pasje, to ruszmy głową. Pomyślmy o znalezieniu takiego miejsca. Jest hajs? To i wynajęcie pracowni pomoże. Nie ma hajsu? To zróbmy coś, żeby był w przyszłości. Ale, jak już wcześniej wspomniałam: jeśli nie jesteś bezpieczny w swojej głowie, nigdzie indziej nie poczujesz bezpieczeństwa. Jeśli nie jesteś twórczy na ulicy, uczelni czy w pracy, to i artystyczna pracownia się na nic nie przyda. Ostatnio byłam tak zaangażowana w losy firmy, w której pracuję, Piromanów oraz marketing, że nie zastnawiałam się nad kwestią domu. Wizyty w domu rodzinnym - bez fajerwerków, w akademiku nie czułam się w ogóle, bo praktycznie mnie w nim nie było, w pracy było mi fajnie, ale to przecież praca, a nie życie, chociaż nie do końca jestem o tym przekonana. W każdym razie dopiero Weronika i Cypek skłonili mnie do rozmyślań na ten temat. Wcześniej naprawdę mnie to nie uwierało i teraz też nie, ciekawe, dlaczego, może się stałam jakaś tanio kosmopolityczna? Że nie mam swojego miejsca - to wiedziałam, ale nie bolało mnie tak bardzo. Wręcz cieszyło. To znaczyło, że dobrze czuję się z sobą i gdziekolwiek pójdę, również będę się czuć całkiem było do raz odwiedziłam stolicę. Warszawka jest bardzo ładna. Pałac Kultury i Nauki też. Nie miałam czasu pozwiedzać, bo spieszyłam się na wywiad, ale nie miałam problemów z poruszaniem się po tym dużym mieście. Tak, stolica jest naprawdę duża i napełniło mnie to euforią. Duże budynki, w zasadzie drapacze chmur, ogromne galerie handlowe, szerokie chodniki i takie szybkie ulice. Przestrzeń zadziałała wręcz odurzająco, bo ja, jedna, taka mała, zwykła Emilka, ale czująca, że może to wszystko mieć na wyciągnięcie ręki, bo wie, że da sobie radę i w Warszawie, i wszędzie... Trochę smutny ten Pałac Potem jednak wsiadłam do autokaru i momentalnie rozładował mi się telefon. Nie wiedziałam, która jest godzina. Za oknem było ciemno. Co chwila popadałam w letarg i gdy się budziłam, tą samą czerń widziałam za szybą. Ogarnęła mnie niepewność, ale ja chyba lubię się bać, bo mogłam zapytać kogokolwiek o godzinę albo to, gdzie wolałam drżeć ze strachu. Strach to nieodłączny element oczekiwania. Często można go pomylić z podnieceniem. Wpatrywałam się więc w czerń, czasem przełamywaną przez pomarańczowe punkciki odległych świateł na autostradzie i zastanawiałam się, czy przypadkiem nie jest to jakaś highway to hell. A kiedy ujrzałam znajomy rozświetlony na czerwono napis FACTORY, i zrozumiałam, że już blisko domu, znów ogarnęła mnie niepojęta do domu i uświadomiłam to sobie po raz pierwszy z takim impetem; Poznań to mój dom. Mijając później znajome kamienice, zapłakane od deszczu już węższe niż w Warszawie ulice, pędząc swojskim żółto-zielonym tramwajem PST-ki, poczułam swoją przynależność. Bardzo radosna Plajta Posiadanie bardzo nas ogranicza. Traktowanie nas przez innych jaką swoją własność kompletnie zniewala i odbiera godność. Jeśli za bardzo przywiązujemy się do rzeczy, to one biorą nas w posiadanie. Podejrzewam jednak, że instynkt mnie nie zawiódł, bo nieważne, czy w przyszłości zamieszkam w kamienicy na Wildzie, gdzie tynk z sufitu będzie mi spadał na głowę, czy przy kolorowej ulicy Taczaka, a może, bo to i tak bez znaczenia, w indyjskiej eksperymentalnej wiosce ekologicznej Auroville lub mroźnym Vancouver, to nie jest związek oparty na posiadaniu. To głębsza tak będę sobie powracać do Poznania zawsze z takim samym tęsknym wyczekiwaniem oraz myślami: to dobre miasto, to mroczne miasto, to miasto inspiracji, to miasto życia, to miasto łez i krzyku, i ognia, i sztuki, i bójek na Jeżycach. To moje miasto.

nie mam swojego pokoju