Żeglujemy w Szwecji. 15 maja 2013. 30 stycznia 2016. 1 Komentarz. Bałtyk / Szwecja. Jest to uaktualniona wersja artukułu opublikowanego w numerze 04/2009 miesięcznika „Żagle”. Żegluga wzdłuż szwedzkiego wybrzeża odbiega pod wieloma względami od przyzwyczajeń i wyobrażeń wyniesionych z polskiej strony Bałtyku. Przedstawiam tu
Cena podstawowa nie obejmuje: wycieczek fakultatywnych, posiłków innych niż wymienione w opisie wyżywienia przy każdym z hoteli, napojów do posiłków jeśli w opisie hoteli nie podano inaczej oraz innych wydatków osobistych. Uwaga: cena nie obejmuje greckiego podatku turystycznego, którego wysokość zależy od standardu hotelu i
Najprzyjemniej jest tu pod wieczór, tuż przed zachodem słońca. Nie jest już tak gorąco, jak w środku dnia i z ochotą można się zanurzyć w ciepłej wodzie. Intensywny zapach siarki na początku drażni nos, ale szybko można się do niego przyzwyczaić. No i wieczorem w termach Embros jest mniej ludzi, bo ostatni autobus do Kos już odjechał. Można się naprawdę zrelaksować.
Radisson Blu Waterfront Hotel, Stockholm. Hotel w dzielnicy Norrmalm w Sztokholmie. Popularny wśród Gości rezerwujących hotele w Szwecji. 8,6 Fantastyczny 11 520 opinii.
Że w greckich rodzinach o problemach mówi się zupełnie zwyczajnie. O rzeczach, które leżą gdzieś na samym dnie duszy, których przecież niby człowiek powinien się wstydzić, ludzie potrafią tu opowiadać z równą łatwością, jakby tłumaczyli przepis na ciasto. W Grecji, wśród Greków naprawdę mało jest tematów tabu.
Szwecja: Zachodnia stolica gwałtu. W ciągu 40 lat od jednogłośnego podjęcia przez parlament decyzji o przekształceniu dotychczas homogenicznej Szwecji w kraj wielokulturowy, przestępczość wzrosła o 300%, zaś liczba gwałtów o 1472%. Szwecja zajmuje obecnie drugie miejsce na liście krajów o najwyższej liczbie gwałtów, a
q1msrX. MIEJSCE, W KTÓRYM W JEDNEJ CHWILI PRZENIESIESZ SIĘ DO GRECJI... TYLKO WE WROCŁAWIU! Od jakiegoś roku te miejsce jest moim ulubionym jeśli chodzi o greckie jedzenie i grecki klimat. Restauracja GRECO mieści się w samym sercu wrocławskiego Rynku i świetnie oddaje to co w greckim menu najlepsze. Kiedy ostatnio przyjechała do mnie przyjaciółka z Paryża, z którą spędziłam kilka miesięcy w Grecji (pracowite bogate kulinarnie wakacje) postanowiłam zabrać ją do tej Restauracji. Naprawdę tutaj naprawdę czuję się jak w Grecji.... nawet gdy za oknem taka pogoda jak dzisiaj. Wszystko za sprawą dobrego jedzenia, mojej ulubionej greckiej muzyki, a przede wszystkim oryginalnej greckiej herbaty i pysznego wina. Po tym całym czasie jaki spędziłam w Grecji poznając kulturę, miejscowe restauracyjki i knajpki. Kto był w Grecji wie o czym mówię - niepowtarzalne smaki i aromaty greckiej kuchni. Ciężko znaleźć miejsce, w którym jedzenie jest podane bardzo podobnie jak w kraju, gdzie się kuchnię poznało. Ja miałam okazję pracować w kuchni w greckiej Tavernie. Podstawia kuchni greckiej: moussaka, sałatka grecka, souvlaki.... W Restauracji GRECO napijemy się greckiej herbaty, wina, ale przede wszystkim zjemy oryginalną pitę grecką. Oryginalna grecka herbata liściasta rosnąca na zboczach gór... wyśmienita! Co składa się na oryginalną pitę grecką? : chleb pita (nikt go nie piecze w Grecji jak się dowiedziałam od rodowitych Greków - kupuje się ten chlebek), mięso, pomidory z cebulą, tzatziki oraz frytki! Często w przydrożny kebabowniach czy małych knajpkach można uraczyć pitę grecką - ale one przeważnie nie mają nic wspólnego z greckimi przysmakami. A oto prawdziwa pita grecka. Frytki już wyjedzone przepraszam! Restauracja GRECO Wrocław, Rynek 15, Urokliwe wnętrze .... Planujesz odwiedzić Wrocław?! Kochasz Grecję? Musisz tutaj zajrzeć koniecznie!
Wspaniały zachód słońca, dzika plaża, albo porywający widok na górską dolinę, namiot i Wy. No to co, rozbijamy się? Ten wieczór będzie zapadnie w pamięć na długo. I w dodatku nocleg nic nie kosztuje. Nie wiadomo tylko, czy jest legalny. No właśnie, jest czy nie jest? Spis treści1 Nocowanie na dziko. Dlaczego warto?2 Gdzie można nocować na dziko w Europie?3 Albania4 Andora5 Anglia6 Austria7 Białoruś8 Belgia9 Bośnia i Hercegowina10 Bułgaria11 Chorwacja 12 Cypr13 Czarnogóra14 Czechy15 Dania16 Estonia17 Finlandia 18 Francja19 Grecja20 Hiszpania21 Holandia22 Islandia23 Irlandia i Irlandia Północna24 Kosowo25 Łotwa26 Litwa27 Luxemburg28 Lichtenstein29 Macedonia30 Malta31 Niemcy32 Mołdawia33 Norwegia34 Polska35 Portugalia36 Rumunia37 Rosja38 Serbia 39 Słowacja40 Słowenia41 Szkocja42 Szwajcaria43 Szwecja44 Turcja45 Ukraina46 Walia47 Węgry 48 Włochy Nocowanie na dziko. Dlaczego warto? Nocowanie na dziko to ważna część samodzielnego podróżowania. Rozbijanie namiotu w miejscach odosobnionych, z dala od innych daje to, co w podróżach wszyscy tak bardzo uwielbiają – poczucie swobody, spokój, intymność i bliskość przyrody. Czasem to właśnie ekscytujące miejsca, w których spaliśmy w namiocie przeradzają się w najlepsze podróżnicze wspomnienia. Nocleg w drodze na najwyższy szczyt Kosowa – Djeravicę To także jeden z lepszych sposobów na niskobudżetowe podróżowanie. Kto potrafi zamienić dostęp do łazienki, gniazdek elektrycznych, recepcję 24h i klimatyzację na brak poczucia bezpieczeństwa, sanitariatu i dołoży kilka kg do wagi plecaka, oprócz wspomnianych wyżej wrażeń zatrzyma także całkiem pokaźną ilość gotówki. Gdzie można nocować na dziko w Europie? Żeby ułatwić wybór kraju pod podróże z namiotem sprawdziłem obowiązujące przepisy i zwyczaje europejskich państw. W niektórych kategorycznie nie wolno się rozbijać, w innych nie wolno, ale są wyjątki, są wreszcie i te, w których w namiocie pod lasem można spędzić i całe wakacje. Przepisy o nocowaniu na dziko nie zmieniają się zbyt często, więc jest spora szansa, że to zestawienie posłuży Wam bardzo długo. Gdzie mogłem skorzystałem z przepisów prawnych i komentarzy oficjalnych stron turystycznych krajów. Jeśli nie udało mi się znaleźć takich informacji porównywałem opinie i dyskusje z różnych forów i portali. Oto zestawienie wszystkich europejskich krajów, z którego dowiecie się gdzie można nocować na dziko. Albania Tak. Albańczycy sami bardzo chętnie spędzają czas wolny na łonie natury i biwakują. Poza niektórymi obszarami chronionymi nie ma żadnych przeciwwskazań przed nocowaniem na dziko. Andora Nie. Nocowanie na dziko w Andorze jest nielegalne. Wolno to robić jedynie w okolicy schronisk, ale pod warunkiem, że w schroniskach nie ma już wolnych miejsc. Anglia Nie. Angielskie przepisy generalnie zabraniają biwakowania na dziko. Rozbijanie biwaków jest jedynie tolerowane i akceptowane w górach, powyżej linii zabudowań. Jeżeli natomiast chcecie rozbić się na czyjejś prywatnej ziemi musicie zapytać o pozwolenie. Austria Nie. Ogólnie, rozbijanie się na dziko jest w Austrii zabronione prawnie. Można w razie wyjątku spędzić na dziko jedną noc bez namiotu, ale pozostawanie w tym miejscu dłużej będzie już niezgodne z przepisami. Taki biwak można odbyć tylko poza terenem parków narodowych. Białoruś Tak. W Białorusi nocowanie na dziko jest legalne. Sprzyjają temu nie tylko prawo i ogromne, dzikie przestrzenie. Belgia Nie. Przepisy belgijskiego prawa nie pozwalają na nocowanie na dziko. Bośnia i Hercegowina Tak. W Bośni nie ma prawnych przeciwwskazań dotyczących biwakowania. Trzeba być jednak bardzo ostrożnym, gdyż wiele obszarów w Bośni wciąż pozostaje zaminowana. W wyborze miejsca do spania na dziko mogą zawsze pomóc miejscowi i w razie niepewności lepiej skorzystać z ich porad. Bułgaria Nie. Ale mimo że prawnie spanie na dziko jest zabronione w rzeczywistości wiele osób to robi i nikt nie próbuje zbytnio ingerować w ten stan rzeczy. Przez miejscowych, szczególnie w górach i nad morzem rozbijanie namiotu jest tolerowane i akceptowane. Chorwacja Nie. Chorwacja nie pozwala na rozbijanie się na dziko. A już na pewno nie próbujcie na wybrzeżu. Cypr Tak. Na Cyprze rozbijecie się na dziko spokojnie wszędzie tam, gdzie nie jest to wyraźnie zakazane. Czarnogóra Nie. Nie wolno tego robić, ale w wielu miejscach nikt nie powinien robić problemu turystom biwakującym na dziko. Mniej przyjemnie może skończyć się rozbicie namiotu na wybrzeżu. Czechy Nie. Przepisy podobne do austriackich. Dania Tak i nie. Nie jestem do końca przekonany jak to jednoznacznie określić. Może ocenicie sami. Dania ma takie zasady, jeżeli chodzi o nocowanie w publicznej przestrzeni jeżeli chcecie nocować na dziko w dowolnym miejscu, które nie jest czyjąś prywatną własnością nie może to być nocleg w namiocie, ani niczym “namiotopodobnym” w namocie można nocować w miejscach oznaczonych “Frie teltningsområder”. To specjalnie przestrzenie przygotowane przez komórkę Ministerstwa Środowiska i Żywności Danii. W Danii działa ponad 1000 niewielkich pól namiotowych, z których mogą korzystać turyści niezmotoryzowani. Są to przeważnie fragmenty pól rolników. Koszt noclegu za osobę wynosi do 30 koron duńskich. Mapę pól namiotowych w Danii znajdziecie tutaj. Niestety opis tylko w języku duńskim. Estonia Tak. W Estonii noclegi na dziko w namiocie są legalne. Dzikie noclegi są istotnym elementem estońskiej kultury, więc raz, że pozwala na to prawo, dwa nie powinniście mieć żadnych problemów ze strony miejscowych. Finlandia Tak. Jedynym warunkiem nocowania na dziko w Finlandii jest utrzymanie odpowiedniego dystansu od prywatnych działek i ludzkich osiedli. Finlandia ma również znakomitą sieć darmowych domków noclegowych, nad czym rozpływałem się w zeszłym roku. Nocleg pod wiatą | Finlandia Francja Nie. Prawo nie pozwala na spędzanie nocy na dziko. Grecja Nie. Prawo zabrania nocowania na dziko w Grecji. Ale czy jest to przestrzegane? Grecja jest jedną z największych niewiadomych na tej liście. Z jednej strony przeczytałem wiele opinii, że nocowanie na dziko jest akceptowane i tolerowane. Sam pamiętam nawet taką sytuację z Półwyspu Chalkidiki: rozłożyliśmy graty do spania na dziko, podszedł do nas policjant, ale nie zwrócił nawet uwagi. Z drugiej nie brakuje też komentarzy o karach, mandatach a nawet sprawach sądowych. Szczególnie odradza się nocowania w pobliżu popularnych plaż. Hiszpania Tak. Żeby nocować na dziko w Hiszpanii był legalny trzeba spełnić kilka warunków: nie więcej niż trzy namioty, bądź samochody w jednym miejscu nie więcej niż 10 kamperów w jednym miejscu nie dłużej niż trzy dni w tym samym miejscu przynajmniej 200 metrów od morza kilka kilometrów od najbliższego pola namiotowego kilka kilometrów od bazy wojskowej Zasady te nie obowiązują w regionach Andaluzja, Asturias, Aragon, Extramadura, Galicia, Navarra i Valencia, gdzie spanie na dziko jest zupełnie zabronione. W Cantabrii, Murcii i La Roja trzeba mieć specjalne pozwolenia na biwakowanie. Holandia Nie. Biwakowanie na własnych zasadach nie jest akceptowane, ale Holendrzy zaproponowali bardzo ciekawą alternatywę. Za 14,50 euro rocznie można korzystać z 150 pól namiotowych rozsianych po całym kraju. Czyż to nie jest znakomita oferta? Więcej na stronie Natuurkampeerterreiren. Mają też apkę. Islandia Tak. Islandia kusi do nocowania na dziko i jest to dozwolone w kilku przypadkach: na działce prywatnej lub państwowej w pobliżu dróg krajowych w miejscach niezamieszkałych na działce prywatnej lub państwowej w pobliżu dróg krajowych w miejscach zamieszkałych, jeśli nie ma w pobliżu pola namiotowego, lub campingu ani znaków zakazu z dala od dróg, na działkach prywatnych i państwowych, jeśli nie jest to wyraźnie zabronione (znaki) Dozwolone jest spędzenie jednej nocy w jednym miejscu. Nie wolno także spęczać nocy w camperach i przyczepach campingowych poza miejscami do tego wyznaczonymi. Weźcie też poprawkę na to, że Islandia przeżywa ogromne oblężenie turystyczne. Jeśli biwakujecie na dziko posprzątajcie po sobie na wulkaniczny błysk. Irlandia i Irlandia Północna Nie. Problem polega na tym, że większość wyspy to ziemia należąca do prywatnych właścicieli. Jeżeli uda Wam się znaleźć nie zajęty skrawek przestrzeni, możecie się rozbić, jest to przez mieszkańców tolerowane. Kosowo Tak. Bardzo miłe i przyjemne miejsce do podróżowania z namiotem na dziko. Należy zachować ostrożność względem terenów na których toczyły się działania wojenne. Wciąż mogą tkwić tam miny. Łotwa Tak. Legalne, akceptowane i tolerowane. Odpuście tylko parki narodowe i obszary chronione. Dla własnego komfortu możecie też nieco oddalić się od miejsc zamieszkanych. Litwa Tak. Podobna kultura nocowania na dziko jak w Estonii i Łotwie. Kraje nadbałtyckie trzymają się mocno razem w tym aspekcie. Luxemburg Nie. Brak miejsca 🙂 Lichtenstein Nie. Ale tego nie jestem w 100% pewny. Nie udało mi się do końca potwierdzić tej informacji. Jeśli nie wiadomo do końca, że wolno, wolę przyjąć, że nie wolno. Macedonia Nie. Prawnie nie, ale w praktyce przepisy nie są stosowane. Trek po macedońskich górach z namiotem za pazuchą to może być jedna z bajek, w której zechcielibyście się znaleźć. Malta Nie. Żeby spać na dziko na Malcie potrzebne są specjalne pozwolenia, o które można wystąpić do przedstawicieli lokalnych władz. Nie wiem czy jest sens się trudzić, bo na Malcie jest kilka przyjemnie położonych pól namiotowych a rozmiar wyspy nie nastręcza problemu w dotarciu do nich. Niemcy Nie. W Niemczech jest podobnie jak w Austrii i Czechach – jeden biwak bez namiotu na jedną noc w jednym miejscu. Nie daje to żadnego komfortu podróżowania na dziko z namiotem. Mołdawia Tak. Jedynym problemem może być znalezienie dobrze osłoniętych miejsc, gdyż poza miastami Mołdawia to głównie łąki i pola. Świetnym pomysłem na Mołdawię jest podróż rowerowa połączona z nocowaniem na dziko. Jak się zabrać za podróżowanie po Mołdawii pisałem ostatnio w poradniku Jak podróżować po Mołdawii? Norwegia Tak. W Norwegii istnieje kult spędzania czasu na łonie natury i idzie za tym pełne prawo obywateli i turystów do spędzania nocy na dziko. W górach i totalnej dziczy nie ma ograniczeń co do ilości noclegów. W miejscach zamieszkałych trzeba rozbić się przynajmniej 150 m od najbliższych zabudowań i można tak spędzić maksymalnie dwie noce. Polska Tak. EDIT: Od 21 listopada 2019 do 23 listopada 2020 można nocować na dziko na terenie Lasów Państwowych w wyznaczonych obszarach. Lasy Państwowe uruchamiają pilotażowy program, który ma ułatwić spędzanie czasu na łonie natury miłośnikom przyrody. Oto mapa miejsc, w których można legalnie biwakować na dziko: źródło: Lasy Państwowe W Polsce możecie też legalnie nocować na dziko na plażach nad jeziorami i rzekami oraz łąkach (dziękuję za komentarze). Dla wielu może to być zaskoczeniem, (bo przecież nie raz w spokoju nocowało się przecież gdzieś w lesie, czy nad jeziorkiem, prawda?), ale polskie przepisy nie zezwalają na spędzanie nocy w lasach, czy plażach. W Polsce można rozbić się w miejscach do tego wyznaczonych, ale wtedy chyba nie do końca jest to nocowanie na dziko. Portugalia Nie. Szczególnie w sezonie przestrzega się przez biwakowaniem na dziko. Ze względu na wysokie ryzyko wzniecenia pożaru Portugalia zachęca do korzystania z pól namiotowych. Bardzo restrykcyjnie Portugalia podchodzi do plaż. Niektóre są monitorowane. Rumunia Nie. Oficjalnie. W praktyce wiele osób podróżuje po Rumunii z namiotem. Lubią to też robić miejscowi, co nie znajduje zbyt wielu przeciwników. Przepis o zakazie biwakowania jest w Rumunii w zasadzie martwy. Rosja Tak. Jakże mogłoby być inaczej? Odradza się nocowanie blisko zabudowań. Serbia Tak. Wszędzie poza miejscami, w których jest to wyraźnie zabronione jak parki narodowe itp. Słowacja Tak. Wyjątki stanowią miejsca chronione poziomu 3 (parki narodowe i rezerwaty) oraz lasy. Obóz musi być rozbity przynajmniej 50 m od lasu. W tym wypadku las jest rozumiany jako pole oznaczone jako las na mapie. Nie wolno rozpalać ognisk. Słowenia Nie. Wg. przepisów nie wolno biwakować w Słowenii. Szczególnie odradza się spędzanie nocy na dziko w pobliżu najbardziej popularnych atrakcji turystycznych. W pozostałych częściach kraju sami Słoweńcy biwakują chętnie. Szkocja Tak. Przepisy pozwalają na spanie na dziko w Szkocji. Zasadą jest rozbijanie się z dala od dróg i ludzkich osiedli. Zasady: nie wolno pozostawiać śladów palenisk nie wolno rozbijać się w miejscach, w których jest już dużo ludzi śmieci zabieramy ze sobą Przyda Wam się także zapoznać z Scottish Outdoor Access Code, czyli kartą praw i obowiązków osób spędzających czas na łonie natury. Szwajcaria Nie. Szwajcarzy nie zdecydowali się zezwolić na nocowanie na dziko i grożą ca to bardzo wysokie kary. Akceptowane jest obozowanie powyżej poziomu lasu w górach, ale poza obszarami chronionymi. Szwecja Tak. W jednym miejscu można pozostać max. 2 dni. Szwedzi postanowili ułatwić turystom podejmowanie decyzji o rozpaleniu ognisk i wymyślili aplikację BRANDISK Ute, dzięki której można sprawdzić czy w danym miejscu jest to dozwolone. Turcja Tak. Jest legalne. Oficjalna strona turystyki w Turcji prosi jedynie o: zakopywanie kału z dala od źródeł wody niepozostawianie śladów palenisk/używanie palnika nie ścinanie i nie uszkadzanie drzew zabieranie ze sobą śmieci Ukraina Tak. Newralgicznymi miejscami są strefy przygraniczne, gdzie można spodziewać się kontroli. Walia Nie. Zasady takie same jak w Anglii. Węgry Tak. Z czymże trudno znaleźć tu przyjemne miejsce do noclegu na dziko, które nie jest rezerwatem natury, albo prywatną własnością. Włochy Nie. Nie. I jeszcze raz nie. Decydując się na spędzanie nocy na dziko pamiętajcie jeszcze, bez względu na kraj, o kilku uniwersalnych zasadach. Trzeba ich bezwzględnie przestrzegać: uważajcie na ogień. Jeżeli rozpalacie ognisko, gotujecie na palniku, kontrolujcie co się dzieje a po ukończeniu czynności zadbajcie by wszystko zostało wygaszone uważajcie na dzikie zwierzęta. Nie przeszkadzajmy im, nie karmimy, nie zwracajmy na siebie uwagi, nie wydzierajmy się. Traktujmy nocowanie na dziko jakbyśmy byli u kogoś w domu w parkach narodowych, rezerwatach można nocować na dziko tylko i wyłącznie w wyznaczonych do tego miejscach. Chyba, że jest napisane inaczej uważajcie na strefy militarne, przygraniczne i tereny zaminowane. jeżeli jesteście na czyjejś ziemi w pierwszej kolejności pytajcie właściciela o zgodę. Również nie życzycie sobie, żeby ktoś obcy rozbijał się na Waszej działce bez poinformowania. Jakie są Wasze doświadczenia z nocowaniem na dziko w europejskich krajach? Mieliście jakieś niezaplanowane spotkania z policją? A może zupełnie nieświadomie spędziliście kilkanaście noclegów pod namiotem, tam gdzie nie powinniście tego robić? Jestem ogromnie ciekaw jak wyglądało to u Was w praktyce. A jeżeli nigdy nie mieliście okazji nocować na dziko dajcie znać, od którego kraju najchętniej byście zaczęli.
Gullholmen Gullholmen, typowa szwedzka wyspa położona na zachodnim wybrzeżu kraju. Rozwinęła się bardzo dzięki rybołówstwu w okresie obecności dużych ławic śledzi. Ściągała wtedy mieszkańców, którzy korzystając z obowiązującego na terenie wyspy prawa mogli sobie „brać” kawałek ziemi na własność i się budować. Dlatego też jest tam dosyć ciasno, bo zabudowania stoją jedno przy drugim, nieraz zachodząc na siebie dachami. Wraz ze spadkiem ilości śledzia w tamtejszych wodach zmniejszała się ilość mieszkańców, którzy przenosili się w inne rejony Szwecji. Obecnie stałych mieszkańców wyspy jest niewielu, bo około 100-120. Z kolei latem jest tu tłoczno jak we Władysławowie. Bo zjeżdżają się na Gullholmen Szwedzi, którzy swój miesięczny urlop zamiast w Egipcie wolą spędzić w swoim kraju. I wcale im się nie dziwię, bo szwedzkie wybrzeże jest urocze, klimat przyjazny (nie musisz się z duchoty chować w klimatyzowanym pokoju, tylko cały dzień możesz spędzać na skałach muskany morską bryzą), kawę w kawiarniach podają po szwedzku (mocną, z ekspresu przelewowego, z dolewką w cenie), bułeczki cynamonowe są na wyciągnięcie ręki a w ramach dziennej dawki ruchu można wskoczyć na swoją żaglówkę i zrobić rundkę po archipelagu. Gullholmen Gullholmen to wyspa, na której obserwować możemy „szwedzkość”, bo na wyspie wypoczywają tylko rodowici Szwedzi. Nie ma tu Arabów (tak powszechnie obecnych chociażby w Göteborgu), nie ma czarnoskórych, a obywatele ze wschodniej Europy pojawiają się pewnie tylko po to by odmalować jakiś dom od czasu do czasu. Jest za to typowy klimat nadmorskich szwedzkich wysepek, do których dostajemy się promem zostawiając auto na stałym lądzie. Jest jedna główna promenada, wzdłuż której usytuowane są kawiarnie i restauracje serwujące krewetkowe kanapki i homary. Są budki z jednymi z najlepszych lodów świata, o porcjach potrójnie większych niż w Polsce. Są małe sklepiki z ubraniami w stylu żeglarskim i marynistycznymi pamiątkami. Na Gullholmen była też mała dziewczynka, która otworzyła punkt sprzedaży lemoniady nie zapominając przy okazji o marketingu (po całej wyspie rozwiesiła kartki z ręcznie wypisaną informacją, gdzie dostaniemy najlepszą lemoniadę i truskawki 🙂 ). Stenstuga Jako jedna z najstarszych rybackich wiosek w Szwecji, nie zapominając o swojej historii, Gullholmen udostępniło turystom też kilka zabytków – najstarszy dom na wyspie Stenstuga (otwarty tylko dwa dni w tygodniu, kiedy my tam byliśmy akurat był zamknięty), Skepparhuset (Skipper’s House) z XIX w., czy kilka muzeów. Ja na wyspach najbardziej lubię wędrówki po skałach od strony otwartego morza i urocze czerwone domki na łódki. Na Gullholmen urzekły mnie dodatkowo stare czerwone magazyny usytuowane wzdłuż wybrzeża, obecnie przerobione na hotele, domki letniskowe i kawiarnie, przed którymi wylegiwali się odpoczywający na wyspie Szwedzi. Moje umiłowanie do tej rybackiej skandynawskiej architektury zostało jeszcze wzmocnione… Gullhomen może być doskonałą propozycją na jednodniową wycieczkę z Göteborga. Żeby się tutaj dostać najlepiej jest wynająć auto. Dojazd z Göteborga trasą E6 w kierunku północnym od miasta, przez wyspy Tjörn i Orust. Następnie ok. 10 minut promem z Tuvesvik – auto zostawiamy na parkingu, na prom wchodzimy pieszo. Wyspę zwiedza się pieszo. Najlepiej zagubić się pomiędzy domami, wędrować bez celu, by wreszcie dotrzeć na skały nad samym morzem. Na Gullholmen na turystów czekają: Stenstuga – dom z XIX wieku Skepparhuset (Skipper’s House) kościół Gullholmens Kyrka
- To wyzwalało mnie z nastoletniej niepewności, z tego zabiegania o przynależność do grupy. Czułam jakiś rodzaj nowej siły i niezłomności, przynależność do czegoś większego niż ja. To coś, co we mnie zostało - wspomina swój pierwszy kontakt ze szwedzką naturą Katarzyna Tubylewicz Pisarka zwraca uwagę, że samotność rozumiana jako brak związku w Polsce bywa traktowana jako porażka. - Pod tym względem Szwecja jest krajem, w którym lepiej rozumie się autonomię jednostki i różnorodność ludzkich wyborów - mówi Na czym polega "bliskość poprzez dystans"? - Włoch, żeby pokazać, że mu na kimś zależy, będzie go klepał po plecach i zaprosi na huczną kolację w dużym towarzystwie. A jak twierdzi Thurfjell, w Szwecji, sposobem na bycie blisko jest zachowanie odległości Tubylewicz zauważa, że "w Szwecji już na początku pandemii zaczęto dyskutować o tym, że jest coś nieetycznego w odmawianiu osobom umierającym na COVID-19 możliwości pożegnania się z najbliższymi. Dzięki temu bliscy – oczywiście przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności – mogą odwiedzać takich pacjentów w szpitalach" Książka "Samotny jak Szwed? O ludziach Północy, którzy lubią bywać sami" ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Wielka Litera Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej Karolina Walczowska: W najnowszej książce opisuje Pani samotność z dzieciństwa. Podczas spotkania autorskiego w rozmowie z Mariuszem Szczygłem mówiła Pani o samotności jedynaczki oraz specyficznej, przyjacielskiej relacji z rodzicami. Kiedy po raz pierwszy doświadczamy samotności? Katarzyna Tubylewicz: Myślę, że po raz pierwszy każdy z nas spotyka się z samotnością podczas porodu i odcięcia pępowiny - to jest doświadczenie uniwersalne dla każdego człowieka i od tego momentu poczucie oddzielenia od innych przeżywamy bardzo regularnie, bez względu na to, czy często bywamy sami w dosłownym sensie. Samotność można silnie odczuwać także w grupie. Ja byłam nieśmiałym dzieckiem i chyba najbardziej samotna czułam się, gdy znajdowałam się wśród nowych dzieci, na przykład na zajęciach angielskiego, czy na koloniach. W mojej książce opowiadam o tym, że choć mój dom rodzinny był zawsze otwarty dla moich koleżanek, lubiłam też bawić się sama, a jedną z najciekawszych form zabawy było dla mnie wyobrażanie sobie tego, w co się mogę bawić. Zawsze miałam sporą fantazję. Wielu ludzi o skłonnościach introwertycznych tak ma. W okresie dojrzewania, kiedy dla młodych ludzi rówieśnicy stają się najważniejszym punktem odniesienia w życiu także we mnie pojawiła się zwiększona potrzeba przynależności do grupy i lęk, czy na pewno znajdę w niej właściwe miejsce. Pod tym względem dojrzewanie jest strasznie męczące, zwłaszcza dla indywidualistów, bo nawet oni w wieku nastoletnim nie do końca dobrze czują się z tym, że są trochę inni od reszty. Ciekawym doświadczeniem z tego czasu był mój pierwszy wyjazd do Szwecji. W wakacje po pierwszej klasie liceum pojechałam z mamą w odwiedziny do jej przyjaciółki, która miała letni dom na wyspie Olandii, gdzie mogłyśmy żyć przez chwilę bardzo blisko natury - pełno jest tam pięknych i nawet w sezonie pustych, kamienistych plaż, bezkresnych łąk, po których hula wiatr. Na wyspie była też cisza i jakiś wyzwalający spokój. Samotnie wybierałam się na wyprawy rowerowe, sama chodziłam pływać, jeździłam oglądać wschody słońca. To wyzwalało mnie z nastoletniej niepewności, z tego zabiegania o przynależność do grupy. Czułam jakiś rodzaj nowej siły i niezłomności, przynależność do czegoś większego niż ja. To coś, co we mnie zostało. Olandia Czyli odwrotnie do Susan Sontag, którą męczyła szwedzka cisza. No tak, ale Susan Sontag poznała trochę inną Szwecję, niż ta dzisiejsza. W latach 60. to był jednak zupełnie inny kraj, choć warto dodać, że w ostrej diagnozie różnych szwedzkich neuroz, której Sontag dokonała w swoim "Liście ze Szwecji" nadal jest trochę prawdy, na przykład opisany przez nią lęk przed konfliktami. Sama przez wiele lat miałam ambiwalentny stosunek do samotności, jak wielu ludzi, bałam się jej - zastanawiałam się, co stałoby się, gdybym nie miała grupy przyjaciół, nie znalazła partnera i tak dalej. Z drugiej strony zawsze była we mnie tęsknota za tym, by pobyć sam na sam ze sobą, tęsknota za oddechem, który daje czasem tak przyjemna "osobność". W Polsce samotność traktowana jest wciąż jako życiowa porażka. Zwłaszcza samotność rozumiana jako brak związku, bycie singlem, "nieułożenie sobie życia", które jest często bardzo tradycyjnie pojmowane: "najlepiej być w związku małżeńskim, mieć dzieci, a do tego jeszcze chętnie psa i samochód". A przecież można mieć w życiu okresy pomiędzy związkami, można być singlem, ale mieć dużą grupę przyjaciół, można być w związku, ale nie mieszkać w jednym mieszkaniu, nawet w jednym mieście czy kraju, można być wreszcie osobą, która najlepiej czuje się w niezależności i nieprzynależeniu do nikogo. Pod tym względem Szwecja jest krajem, w którym lepiej rozumie się autonomię jednostki i różnorodność ludzkich wyborów. Wieczny singiel nie ryzykuje, że członkowie rodziny będą się nad nim użalali i swoim współczuciem wpychali go w przeświadczenie, że czegoś mu w życiu brak, choć sam może wcale tak nie czuje. Kiedy zaczynałam pisać książkę, miałam poczucie, że w Szwecji jest mniej lęku przed samotnością, że nie stanowi ona tabu w takim stopniu, jak w Polsce, i że większa jest szczerze wyrażana tęsknota za tym, by czasem pobyć ze sobą sam na sam, uwolnić się od oczekiwań innych. Szwedzi mają świadomość, że człowiek potrzebuje czasu na to, by nawiązać kontakt z sobą samym oraz przekonanie, że najlepiej nawiązuje się go na łonie natury. W mojej książce można znaleźć wywiad z religioznawcą Davidem Thurfjellem, który opowiada o szwedzkim poszukiwaniu duchowości na łonie natury. Szwedzi lubią więc bywać sami i 40 proc. tego społeczeństwa mieszka w jednoosobowych gospodarstwach domowych, choć nie wszyscy żyją tak permanentnie – w wielu przypadkach dzieje się tak przez jakiś okres życia. Nie ma jednak przekonania, że komuś samemu koniecznie musi być źle. W Polsce jest inaczej. Dodam jednak, że pisząc moją książkę odkryłam, że tak naprawdę w Szwecji też istnieją ukryte lęki przed pewnymi formami samotności, na przykład przed brakiem przynależności do grupy ludzi mających zbliżone do siebie wartości – Szwedzi są indywidualistami, ale są też bardzo kolektywni, wręcz stadni. Jednak na poziomie życia prywatnego samotność jest czymś, co niekoniecznie oznacza porażkę. Foto: Daniel Tubylewicz / Fotografia Visby POLECAMY: Kościół Szwecji – otwartość, tolerancja, wolność W Polsce nie mówimy także o samotności, którą można czuć nawet w grupie ludzi, o czym Pani pisze. Tak, myślę, że każdy z nas zna to poczucie, że jest wśród innych, na przykład na przyjęciu, na którym wszyscy świetnie się bawią, ale nie czuje się częścią tego, co wokół niego się dzieje, nie czuje, że ma z kimkolwiek kontakt. To może budzić jeszcze większy niepokój niż samotność wybrana, gdy człowiek chodzi samotnie po łące i zachwyca się że ma spokój a wokół jest pięknie. Szwedzka dziennikarka Malin Ekman napisała kiedyś, że najbardziej przeraża ją samotność w towarzystwie innych: "Niezdolność przebicia się. Rozmowa, której słowa nic nie pozostawiają. Bycie z pozoru części kontekstu, ale w rzeczywistości bycie poza nim". Poza tym wielu moich rozmówców zwraca uwagę na to, że formą samotności jest też brak kontaktu z samym sobą, brak samoświadomości, rozumienia swoich potrzeb i reakcji, niedobór zakorzenienia w sobie samym. Mówią o tym na przykład słynny szpieg i pisarz Vincent V. Severski oraz Peter Strang, lekarz i profesor medycyny paliatywnej. W Polsce jest sporo wielopokoleniowych domów, a poza tym większa niż w Szwecji gęstość zaludnienia powoduje, że często doświadczamy bycia w tłumie. Wspomniany przez panią Peter Strang twierdzi, że w wymiarze biologicznym wciąż jesteśmy przystosowani do przebywania w małych grupach, tłok oznacza przebodźcowanie. W Szwecji doświadcza się go rzadko, 97 proc. powierzchni kraju pozostaje niezamieszkana i nawet w szwedzkich miastach raczej nie ma tłoku na ulicach. W Polsce wszędzie jest pełno ludzi. Kiedy jestem w Warszawie lubię jeździć na rowerze po Lesie Kabackim, ale nawet tam mam czasem wrażenie, że uczestniczę w peletonie kolarskim. Jednak jak już wspomniałam, tłok wcale nie musi zmniejszać poczucia wyizolowania, które może być nawet silniejsze w tłumie. Czy w całej Skandynawii jest tak dużo międzyludzkiego dystansu? Często Polska, Rosja i Czechy są wrzucanego do tego samego worka, czego nie lubimy, chociaż... często tak samo postrzegamy kraje skandynawskie jako całość. Finlandia jest na pewno krajem jeszcze większej ciszy i jeszcze większej samotności niż Szwecja. W samej Skandynawii istnieje wiele stereotypów o milkliwych, niedostępnych Finach. Norwegia jest dość podobna do Szwecji, być może jest w niej jeszcze więcej "osobności" ze względu na demografię. Natomiast Dania wydaje się być nieco bardziej ekstrawertycznym krajem, Duńczycy uchodzą za coś na kształt Włochów Północy. Myślę jednak, że zasada bliskość poprzez dystans w dużym stopniu obowiązuje w całej Skandynawii. Co to znaczy "bliskość poprzez dystans"? David Thurfjell w mojej książce tłumaczy, że ludzie zawsze zabiegają, o to, by być akceptowanym przez innych i każdy z nas pragnie bliskości, ale to jakich metod do zdobycia akceptacji używamy zależy już od kultury, w której żyjemy. Szwedzkie kody kulturowe nakłaniają do innych form reagowania niż np. kultura włoska. Ludzie nie lubią, gdy ktoś zbyt inwazyjnie przekracza granice ich prywatności, w relacjach międzyludzkich jest więcej ostrożności, tak jakby wszystkim przyświecała idea, by nie sprawiać innym wielkiego kłopotu swoją osobą. Także dystans fizyczny, na przykład w rozmowach jest w Szwecji zazwyczaj większy niż na przykład w Polsce, a już na pewno większy niż we Włoszech. Skala samotności i wachlarz jej odcieni wydają się w Szwecji imponujące. Jedną z najbardziej skrajnych sytuacji opisywaną przez Pani rozmówców jest znalezienie ciała po trzech latach od śmierci w mieszkaniu, włosko-szwedzki reżyser Erik Gandini mówi, że właśnie o czymś takim przeczytał w gazecie. To jest ekstremum czy powszechność w Szwecji? Oczywiście, że ekstremum! Choć jednocześnie w kontrowersyjnym filmie Gandiniego "Szwedzka teoria miłości", który jest dystopijnym, kreacyjnym dokumentem przedstawiającym problem niechcianej samotności w Szwecji pojawiają się prawdziwi urzędnicy państwowi, którzy specjalizują się w poszukiwaniu krewnych i bliskich osób zmarłych w tak totalnej samotności, że nie wiadomo, co zrobić z rzeczami, które po sobie zostawili. Ze względu na pandemię koronawirusa, samotność - ta w negatywnym, wymiarze stała się na całym świecie dużym problemem. Tak, lockdowny i konieczność ograniczania kontaktów na pewno sprawiły, że wielu ludziom zaczęła doskwierać izolacja. Myślę, że jest też sporo aspektów pandemicznej samotności, o których się nie mówi. Uważam, że za mało się też dyskutuje o izolacji dzieci w wieku wczesnoszkolnym, dla nich nauka na dystans jest czymś dużo trudniejszym niż dla nastolatków. W Szwecji nigdy nie zamknięto podstawówek. Pandemia sprawiła też, że w różnych krajach różnie rozumiano kwestię solidarności. W Polsce miała polegać na tym, że okresowo wszyscy pozostają w domu, w Szwecji długo uważano, że trzeba chronić grupę narażoną na największe ryzyko, czyli seniorów, a reszta ma funkcjonować normalnie. To nie do końca się udało, zwłaszcza na początku pandemii, kiedy wirus odebrał życie wielu mieszkańcom szwedzkich domów starców. Jedna z moich bohaterek opowiada z kolei o poczuciu stygmatyzacji ludzi starszych, którzy zmuszeni byli do izolowania się w społeczeństwie, w którym wszystko w miarę normalnie funkcjonowało. Nie da się ukryć, że pandemia to taki stan, w którym nie ma szansy na to, by zachować normalność i dobre samopoczucie psychiczne. ZOBACZ TAKŻE: Polacy w Szwecji: kwarantanna uderza w jedno z podstawowych praw człowieka Czy mimo że mieszka Pani w Szwecji od dwóch dekad, praca nad książką "Samotny jak Szwed?", sprawiła, że poznała Pani Szwedów na nowo? Portret Szweda i Szwedki, który ma Pani w swojej głowie, w jakiś sposób się zmienił, czy wręcz przeciwnie - umocniła Pani swoją wizję? Myślę, że przez te dwadzieścia lat, podczas których zachowałam też, co ważne, bardzo silny związek z Polską, udało mi się zrozumieć Szwecję na tyle, że rzadko zdarza się, żeby mnie jakoś radykalnie zaskakiwała. Choć pisanie reportaży generalnie polega na tym, że pogłębia się swoją wiedzę na temat ludzi i ich sposobu myślenia, więc moja znajomość niejednoznacznej, jak każda inna dusza, duszy szwedzkiej jest na pewno większa po napisaniu kolejnej książki. Będąc osobą z dwóch światów dostrzegam zarówno wielkie różnice pomiędzy Polską i Szwecją, jak i to, że tak naprawdę nas ludzi zawsze więcej łączy niż dzieli. Mamy inne lęki, innych tematów unikamy, ale na przykład wszystkich nas łączy pewna ambiwalencja w naszym stosunku do stanu samotności w najróżniejszych jego formach. Foto: Daniel Tubylewicz / Fotografia Bohuslän A co z młodzieżą w Szwecji i ich podejściem do tematu? Obserwuje Pani swojego syna Daniela, który zresztą wykonał wspaniałe zdjęcia do książki. Jak oni podchodzą do samotności? Bardzo lubię pokolenie mojego syna. Są ciekawi i mądrzy, w podobny sposób niezależni i samostanowiący jak starsze pokolenia, ale może w jakiś sposób bardziej otwarci. Słynne szwedzkie zdystansowanie zmniejsza się bowiem pod wpływem kontaktu z innymi kulturami. Mój syn ma w sobie sporo polskiej otwartości i spontaniczności, jego szwedzcy przyjaciele też wydają mi się raczej otwarci i ciepli. To młodzi ludzie, którzy dużo w życiu już podróżowali i dla których normalnością jest obcowanie z ludźmi z innych krajów, także w Szwecji. Mam też wrażenie, że mają świadomość tego, jakie zagrożenia płyną z nadużywania mediów społecznościowych. Daniel często mówi o tym, że ciągłe wiszenie nad komórką to nowa forma alienacji. Jego dziewczyna jest Szwedką, która - w przeciwieństwie do wielu Szwedów - lubi dyskutować i się nie zgadzać – ku mojej uciesze, bo ja uwielbiam ciekawe rozmowy i ścieranie się poglądów. Mam często poczucie, że wielu rzeczy się od niej uczę. Dzisiejsze pokolenie młodych Szwedek to wnuczki pierwszych feministek, które mają zupełnie inne poczucie własnej wartości, inaczej budują związki, zresztą tak samo, jak i dwudziestoletni Szwedzi, tacy jak mój syn. Dobrze to zilustruje pewna anegdota. Daniel miał 16 lat, kiedy pojechał z kilkoma kumplami do letniego domu jednego z nich, na krótkie wakacje bez dorosłych. Ufam mu, więc nie denerwowałam się, że będą robić coś głupiego, ale byłam w pozytywnym szoku, kiedy Daniel przysłał mi SMS-em kilka zdjęć, na których razem z kolegami zajmowali się pieczeniem ciasta z kruszonką. Wcześniej pływali, szaleli, a potem upiekli sobie ciasto. Razem, chłopaki na wakacjach. Myślę, że mało w tym poczucia samotności, a bardzo dużo fajnej, nowoczesnej męskości i współpracy. Foto: Daniel Tubylewicz / Fotografia Daniel Tubylewicz - syn Katarzyny Tubylewicz i autor zdjęć do jej najnowszej książki Podobno młodzi Szwedzi wcześniej zakładają rodziny... W mojej książce mówi o tym pisarka Therese Bohman, która sama należy do pokolenia, które z zakładaniem rodziny czekało do później trzydziestki. Therese zwraca jednak uwagę na komercyjny charakter tej zmiany, która tak naprawdę nie musi tyczyć się całego społeczeństwa. Opowiada o influencerkach, które w wieku dwudziestu paru lat rodzą dzieci, a potem chwalą się na Instagramie idealnym życiem rodzinnym. Myślę, że to raczej pewien trend, a nie znacząca zmiana społeczna. Mam wrażenie, że dzieci w Szwecji znacznie szybciej dorastają: wakacyjna praca już w nastoletnim wieku, samodzielne mieszkanie, poczucie odpowiedzialności wobec państwa - "dostałem pomoc, to teraz muszę ją odpracować". Faktycznie tak jest? W Szwecji obowiązuje model wychowywania dzieci, w którym z jednej stronie poświęca się najmłodszym ogromnie dużo czasu i ma się dla nich od najmłodszych lat dużo szacunku, a z drugiej strony wierzy się w ich kompetencję i samodzielność. Szwedzkie przedszkolaki szybciej radzą sobie z samodzielnym wiązaniem sznurowadeł od przedszkolaków polskich, a nastolatkowie poświęcają część wakacji na zarabianie pieniędzy. Przykładowo mój syn w wieku 15 lat pracował podczas wakacji w domu starców na oddziale dla osób z demencją i... uwielbiał to. Może dlatego, że jest osobą bardzo empatyczną. Poza tym miał być po prostu towarzystwem dla mieszkańców, chodził z nimi na spacery i grał w różne gry planszowe. Było to możliwe dzięki gminie, która co roku oferuje młodym ludziom wakacyjne prace, czyli nawet w takich sprawach można liczyć na pomoc "opiekuńczego państwa". Szwedzcy maturzyści często przed rozpoczęciem studiów pracują pół roku w kasie sklepu spożywczego, a potem za zarobione pieniądze podróżują po całym świecie. Przyjaciółka mojego syna zdążyła przed pandemią polecieć sama na kilka miesięcy na Kubę, żeby uczyć się tam tańczyć. Dodam, że bardzo słabo znała hiszpański i nie miała na Kubie żadnych znajomych. Poradziła sobie ze wszystkim sama, dziewiętnastolatka. Gdzie w tej całej samotności szwedzkiej jest miejsce na prawdziwą miłość? Czy może właśnie, prawdziwa miłość to ta wolna od wspólnych zobowiązań: kredytów, domu, samochodu? W Szwecji w latach 70. socjaldemokraci wprowadzili indywidualne opodatkowanie małżeństw, które zreformowało myślenie o rodzinie. Dyskutowano wtedy sporo o tym, czym jest miłość i związek. Ciekawie o tym piszą Henrik Berggren i Lars Trädgårdh, autorzy książki "Czy Szwed to człowiek?", których zdaniem w Szwecji żywe jest wyobrażenie o miłości czystej, która zbudowana jest na uczuciu, a nie na wzajemnym uzależnieniu. Można więc powiedzieć, że ci "zimni Szwedzi" są romantykami Europy, ponieważ postrzegają małżeństwo przede wszystkim jako związek uczuciowy, a nie jako podstawową instytucję społeczną, której celem jest wychowanie dzieci. Dodam, że szwedzcy rodzice wspaniale wychowują dzieci także po rozwodzie, są od tego na pewno wyjątki, ale szwedzką normą jest dzielenie się opieką nad dziećmi po połowie. ZOBACZ RÓWNIEŻ: Katarzyna Tubylewicz w mocnych słowach o krytyce szwedzkich regulacji dotyczących pandemii Wprowadzenie indywidualnego opodatkowania małżeństw wpłynęło na to, jak Szwecja wygląda dzisiaj. Absolutna większość Szwedek jest aktywna zawodowo - prawie 80 procent pracuje, to najwyższy procent zatrudnienia kobiet w całej UE. To co także wyróżnia Szwecję to fakt, że w centrum zainteresowania szwedzkiego państwa opiekuńczego nie jest rodzina, jak w Polsce czy Niemczech, ale jednostka. Poza tym, rodziny w Szwecji mogą mieć różny kształt i zawsze mają te same prawa: tęczowa rodzina nikogo tutaj nie dziwi… Jaki jest przepis na udaną relację ze Szwedem? Myślę, że nie ma takiego przepisu podobnie, jak nie wiem, jaki jest przepis na udaną relację z Polakiem. Za to w budowaniu nowych znajomości w Szwecji pomaga branie udziału w jakichś kursach, zajęciach, zapisanie się do dyskusyjnego klubu książki lub na zajęcia wspinaczki. Sama mam sporo przyjaciół z jogi, którą praktykuję od wielu lat. Łatwiej też o nowe znajomości, gdy ma się małe dzieci, które często bawią się z innymi dziećmi po przedszkolu czy szkole. A jeśli szuka się flirtu czy miłości, to jak w wielu krajach chyba najłatwiej to robić na różnych internetowych portalach randkowych itp. W Szwecji króluje też z tego, co wiem Tinder, pomaga w przełamaniu pierwszych lodów. Foto: Daniel Tubylewicz / Fotografia Fårö Gdzie i jak turysta może doświadczyć szwedzkiej samotności? Właśnie w tych malowniczych miejscach, które także Pani opisuje w książce, a może gdziekolwiek w Szwecji, bo przecież zaledwie 3 proc. terenu tego kraju jest zamieszkane. Nawet jeśli jesteśmy w Sztokholmie, wystarczy wsiąść na prom i popłynąć na którąś wyspę Archipelagu Szwedzkiego, a jest ich kilkadziesiąt tysięcy, więc wybór jest ogromny. Ja uwielbiam wyspę Utö, która jest zupełnie zjawiskowym miejscem: lasy, skały, turkusowy kolor morza jak w Grecji i mnóstwo terenów do jazdy na rowerze. Poszukując krajobrazów samotności jeździliśmy z Danielem po całej Szwecji. Odwiedzaliśmy też miejsca, w których w sezonie bywa dużo ludzi, ale wybieraliśmy taki czas, kiedy panowała tam pustka W ten sposób Daniel zrobił świetne zdjęcia na wyspie Fårö, na której mieszkał i tworzył przez wiele lat Bergman i na sąsiadującej z nią, dużo większej Gotlandii, którą Szwedzi chętnie odwiedzają latem, ale my wybraliśmy się tam w styczniu. Inna rzecz, że w Szwecji nawet w pełnym letnich turystów kurorcie zawsze znajdzie się kawałek pustej plaży i dużo przestrzeni do samotnych spacerów. Bardzo malownicze są regiony Skanii, ja uwielbiam Österlen, krainę, w której mieszka wielu artystów i pisarzy, często nazywaną szwedzką Prowansją. Pełno tam przepięknych łąk, pól, łagodnych wzniesień i zapierających dech w piersiach nadmorskich widoków. Bardziej dramatyczną naturę można znaleźć na zachodnim wybrzeżu Szwecji w Bohuslän. Polecam zwłaszcza okolice miasteczka Smögen. Warto dodać, że byliśmy z Danielem w naszych podróżach spontaniczni, często zmienialiśmy trasę i kierunek, a część niezwykłych zdjęć Daniel zrobił nad jeziorem koło naszego domu w podsztokholmskiej Nacka. Foto: Daniel Tubylewicz / Fotografia Österlen *** Katarzyna Tubylewicz - pisarka i tłumaczka literatury szwedzkiej. Autorka głośnego zbioru reportaży o współczesnej Szwecji "Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie" oraz bestsellerowego przewodnika "Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą". Jej ostatnia książka "Samotny jak Szwed? O ludziach Północy, którzy lubią bywać sami" ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Wielka Litera
Czy są jeszcze na świecie miejsca w których nie ma fabryk, nie ma pędzących samochodów, krzyku, pisku i hałasu, ale jest świeże powietrze, cisza, spokój i śpiew ptaków… Zapewne jest ich wiele, o których nawet nam się nie śniło i nie marzyło… I jednym z takich miejsc jest Gołdap… Małe miasto na końcu świata… Mała miejscowość tuż przy samej granicy z Obwodem Kaliningradzkim, co nadaje mu typowo pograniczny urok z mieszaną kulturą polską i rosyjską. To małe miasto na samym końcu kraju to miejscowość uzdrowiskowa w województwie warmińsko-mazurskim w północno-wschodniej Polsce, która niegdyś była historyczną krainą zwaną Mniejszą Litwą. Miasto leży w powiecie gołdapskim i jest siedzibą gminy miejsko-wiejskiej. Stoi nad Gołdapem pomiędzy Wzgórzami Szeskimi, a Puszczą zostało założone w 1565 roku przez księcia Albrechta przy granicy z Litwą w celu wzmocnienia tego regionu Prus Wschodnich. Prawa miejskie zostały nadane w 1570 r. Niestety miasto ucierpiało najpierw z rąk króla Zygmunta Augusta w 1623 r., kiedy to zniszczeniu uległy wszystkie budynki, z wyjątkiem ratusza. Kolejną klęską, która doprowadziła do niemal całkowitego wyludnienia miasta, była zaraza, która wybuchła w 1625 r. Pod koniec XIX wieku zaczyna przyciągać uwagę atrakcyjność geograficzna i przyrodnicza okolic Gołdapi, a Puszcza Romincka staje się ulubionym terenem łowieckim cesarza Wilhelma II. Po ponownym zniszczeniu w czasie Wielkiej Wojny miasto Gołdap i jego okolice zaczęły ponownie rozwijać się gospodarczo. Przedłużono linię kolejową, zelektryfikowano miasto i zainstalowano system kanalizacji w latach 20-tych. W czasie II wojny światowej miasto regularnie przechodziło z rąk do rąk i było ważnym punktem strategicznym zarówno dla armii niemieckiej, jak i rosyjskiej na różnych etapach niemal zapomniany przez Boga i ludzi znany jest przede wszystkim jako ośrodek narciarski i SPA. Dodatkowo można odwiedzić tutaj miejsca i atrakcje takie jak: Mini tężnie i SPA medyczne z Pijalnią Wody Mineralnej i Leczniczej „Zdrój”Tężnie słyną z dobrego wpływu na układ oddechowy człowieka i są polecane osobom po chorobach płuc w ramach rehabilitacji. Słona woda spływająca po ścianach sprawia, że powietrze wokół jest pełne jodu, tak jak to, którym możemy oddychać spacerując nad brzegiem morza. Dziś miasto ma status nizinnego uzdrowiska, które zostało przyznane w 2000 roku i jako uzdrowisko klimatyczno-błotne oferuje leczenie schorzeń układu ruchu oraz niektórych chorób reumatycznych, oddechowych i ginekologicznych. Zabiegi dostępne są również w przypadkach otyłości, osteoporozy, trudno gojących się ran i odleżyn, cukrzycy i różnych schorzeniach skóry. Stosowane w uzdrowisku borowiny wydobywane są w okolicach wsi Niedrzwica, a lokalny klimat charakteryzuje się średnio pobudzającym lasem nizinnym, który łagodzony jest przez duże połacie lasów, które otaczają region. Myślę, że to dobre miejsce na relaks, naładowanie baterii i cieszenie się czasem z najbliższymi lub sam na sam z dobrą ciśnień… Ten, prawie 47-metrowy obiekt zbudowany został w 1905 roku przez gdańskie przedsiębiorstwo atrakcja jest wizytówką miasta i jak wiele innych jest czynna tylko w okresie letnim (maj – wrzesień)Jest to stara wieża ciśnień z 1900 roku, która do 1996 roku dostarczała mieszkańcom bieżącą wodę. Odnowiona w 2009 roku jest zabytkiem architektury z panoramicznym punktem widokowym na szczycie, przytulną kawiarnią i muzeum. Gołdapska wieża jest w znakomitym stanie i stanowi wspaniały przykład wykorzystania i dbałości o zabytek techniki. Wodociągowa wieża ciśnień mieszcząca się w samym sercu miasta Gołdap to jeden z obiektów, który przetrwał lata wojny…Piękna Góra na której mieści się obrotowa kawiarnia to także centrum konferencyjne. Z pełnym wyposażeniem, klimatyzowaną salą, ładnymi widokami i smacznymi deserami. Sama gór ma 272 m nie należy do najwyższych szczytów w Polsce, ale widoki z niej są jedna z ładniejszych na tym terenie. Oprócz walorów uzdrowiskowych i krajobrazowych Gołdap posiada idealne warunki do rekreacji i wypoczynku przez cały rok. Ponadto w okolicach Gołdapi znajduje się 170 km malowniczych tras rowerowych. Stacja narciarska na Pięknej Górze słynie z wyjątkowej obrotowej kawiarni na szczycie, wyciągu krzesełkowego oraz dwóch kilometrów sztucznie naśnieżanych i oświetlonych tras narciarskich. Działa tu profesjonalna szkoła narciarska i snowboardowa, wyciąg orczykowy, tor saneczkowy i park. Najciekawsze atrakcje miasta Gołdap i jego okolicy…Sama Gołdap nie jest może atrakcyjna i popularna ale atrakcje jakie są w pobliżu miasta zdecydowanie tak… Pierwsza i chyba najbardziej popularna atrakcja to Stańczyki i dwa największe wiadukty na opuszczone wiadukty należą do największych mostów w dwa ogromne wiadukty zaprojektowane przez włoskich architektów znajdują się w pobliżu małej polskiej wsi, otoczone lasem dziś są już nie Stańczyków należą do największych mostów w Polsce. Te „olbrzymy” z betonu zbrojonego rozciągają się na prawie 600 stóp długości, mają 120 stóp wysokości i szczycą się łukami, które mają prawie 50 stóp mosty zostały zbudowane w XX wieku; północna w latach 1912-1914 i południowa w latach 1923-1926. Pełniły funkcję wiaduktów kolejowych łączących miasta Gołdap i czasie II wojny światowej przez wiadukty znajdujące się na terenie będącym wówczas częścią Niemiec pociągi przewoziły zarówno materiały wojskowe, budowlane, jak i pasażerów. Ale po zakończeniu wojny Armia Radziecka rozebrała tory kolejowe, czyniąc mosty bezużytecznymi. Do 2001 roku opuszczone wiadukty służyły skoczkom na bungee. W 2003 roku obiekty zostały sprzedane prywatnemu przedsiębiorcy. Odwiedzający mogą teraz odwiedzić mosty (za niewielką opłatą), aby z bliska przyjrzeć się tym wysokim niedalekiej odległości, dosłownie po drugiej stronie wiejskiej drogi od Mostów w Stańczykach znajduje się wysoka na 34 metry futurystyczna wieża widokowa, z której dostrzeżesz przepiękną okolicę. Przez swój ośmioboczny kształt, stała się jedną z najbardziej charakterystycznych atrakcji turystycznych Stańczyk. A w słoneczny dzień widoki są naprawdę obłędne… Takie nasze polskie, mazurskie… Warto się tam wdrapać i popatrzeć na okolice, pooddychać zwierzym i czystym powietrzem…Kolejna atrakcja godna uwagi o której mało kto wie jest Piramida w Rpie…Osobliwe mauzoleum rodowe zbudowane przez niemieckiego szlachcica zafascynowanego zamykasz oczy i wyobrażasz sobie mumie leżące w piramidach, prawdopodobnie pierwszą rzeczą, która przychodzi ci na myśl, jest starożytny Egipt. Ale po wizycie w tej dziwnej i niejasnej piramidzie w północno-wschodniej polskiej wsi Rapa, możesz znaleźć dobry powód, aby zastąpić ten znoszony wizerunek nowym, znacznie mniej Rapa została zbudowana przez Friedricha Heinricha Fahrenheita (pisanego również jako Fahrenheid), ważnego urzędnika i szlachcica Cesarskich Prus Wschodnich, który był także zapalonym kolekcjonerem sztuki i podróżnikiem po świecie. Pochłonięty współczesną fascynacją starożytnym Egiptem, popadł w obsesję na punkcie mumifikacji i wierzeń faraonów o życiu pozagrobowym. Słynny grobowiec rodziny Farenheit znajduje się w miejscowości Rapa niedaleko Bań Mazurskich (9km), tuż przy granicy z i okolice słyną jeszcze z czegoś… czegoś bardzo dobrego, a mianowicie regionalnej kuchni polsko-rosyjsko-litewskiej… A co z takiego połączenia wychodzi… najlepsze na świecie kartacze… To właśnie tam zjecie pyszne kartacze, pyzy lub cepeliny… Nazw jest kilka ale w karcie widnieją jako kartacze. Nas kierowano do słynnej restauracji Matrjoszka, w której to właśnie można zjeść te pyszne kartacze, ale my delektowaliśmy się słynnymi kartaczami w Barze „Młyn” w Baniach Mazurskich. Słynny kartacz zwany też cepelinem lub pyzą jest wielki jak pięść, a robi się go z surowych tartych ziemniaków, czemu zawdzięcza szarawy kolor i nadziewa mielonym mięsem. Tego miejsca nie można i jego okolice dla nas mieszkających w pobliżu to „koniec świata” i nie tylko takie określenia padają w stronę tego miasta i jak i całego regionu przy granicy z Rosją. Ale jedno trzeba powiedzieć, Gołdap to miasto zdrowego i spokojnego życia…W Gołdapi odetchnie się swobodnie najczystszym powietrzem w Polsce… To właśnie w Gołdapi i okolicach będzie cudowny urlop dla małych i dużych… i nie tylko latem ale i zimą… Przepiękne położenie miasta w pobliżu Puszczy Romionckiej i Jeziora Gołdap są gwarancją wypoczynku, z dala od miejskiego zgiełku. Lasy są doskonałym miejscem spacerówi wypraw rowerowych…PODOBNE POSTY:
kawałek grecji w szwecji